Cześć, jestem Magda. Mama dwójki, biegaczka-amatorka, kucharka z konieczności i fotograf z pasji. Piszę o tym, co mnie porusza — od buntu sześciolatka po pierwszy półmaraton, od domowego chleba po bezsenne noce. Bez instagramowych póz. Po prostu po naszemu.
Macierzyństwo zastało mnie w okolicach trzydziestki — z poczuciem, że wszystko ogarnę. Po pierwszej nocy z noworodkiem zrozumiałam, że nic nie ogarnę, a książki o wychowaniu mogę odłożyć na półkę. Albo do skupu makulatury. Ten blog powstał z potrzeby zapisywania rzeczy, których nikt nie powie ci w szpitalu — i takich, które chciałabym sama przeczytać dwa lata wcześniej.
Piszę o codzienności z dwójką dzieciaków — siedmiolatką, która zna na pamięć „Małego Księcia", i czterolatkiem, który zna na pamięć każdą kałużę w promieniu kilometra. Piszę o bieganiu, bo w pewnym momencie kilometry stały się jedyną przestrzenią, w której nikt nie woła „mamooo!". O kuchni — bo gotowanie to czysta forma medytacji, kiedy wszystko inne się sypie. O książkach, fotografii, podróżach z plecakiem pełnym przekąsek i rezerwowych spodni.
Każda kategoria to inna część mojego życia — od bieganiowych map, przez kuchenne eksperymenty, po długie nocne refleksje przy kawie.
Macierzyństwo nie wymaga perfekcji. Wymaga obecności, cierpliwości i porannej kawy w ilości większej niż wskazują eksperci.
Piszę tak, jak żyję. Bywa pięknie, bywa beznadziejnie. Najczęściej — i tak, i tak w ciągu jednego dnia.
Każdy przepis przeszedł test trzech głodnych ludzi. Każda porada — test bezsennej nocy z gorączkującym dzieckiem.
Bez kalek z anglojęzycznych blogów. Polskie realia, polski budżet, polski kalendarz przedszkolny.
Piszę po pierwsze dla siebie — żeby nie zapomnieć. Po drugie dla Ciebie — żebyś wiedziała, że nie jesteś sama.
Najnowsze refleksje, przepisy i opowieści. Klikaj i czytaj — najlepiej z kubkiem kawy w ręku.