Każdego roku, na początku października, robię w głowie ten sam rachunek: jeszcze cztery, może pięć weekendów. Pięć weekendów, w czasie których las jest złoty, kasztany leżą stertami przy chodnikach, słońce wpada przez korony drzew jak przez witraż. Potem przyjdzie listopad — szary, mokry, bez koloru, z kapeluszem zamiast czapki, z kaloszami zamiast trampek. Chcę wycisnąć z października każdą minutę. I — co odkryłam dopiero po latach — moje dzieci chcą tego samego, jeszcze bardziej niż ja.
Jesień z dziećmi to dla mnie ulubiona pora roku w Polsce. Lato bywa za gorące, zima za długa, wiosna za kapryśna — ale jesień, ta klasyczna polska jesień drugiej połowy października, jest idealna. Temperatura 10-15 stopni (czyli można biegać po lesie godzinami bez przegrzania), światło ciepłe i miękkie (idealne dla amatorskiej fotografii rodzinnej), kolory takie, że nawet smartfon robi zdjęcia jak z reklamy aparatu. Spisuję, jak my to robimy — od weekendowych spacerów po blokami, przez wycieczki w pobliski las, po dłuższe wyjazdy w góry.
Park miejski w sobotnie popołudnie — najprostsza wersja jesieni
Nie każdy weekend musi być wyprawą. Najlepsze jesienne wspomnienie z zeszłego roku mam z parku miejskiego, do którego mam 8 minut spacerem od domu. Sobota, godzina 14:00, słońce nisko, my we czwórkę z koszyczkiem. Spędziliśmy tam dwie godziny i nikt nie chciał wracać.
Co robiliśmy? Zbieranie kasztanów. Konkretnie: zorganizowany konkurs, kto znajdzie więcej kasztanów w skorupkach (czyli jeszcze nie otwartych, świeżych). Syn znalazł 23, córka 18. Drugi konkurs: kto znajdzie najpiękniejszy kolorowy liść. Wygrał klon japoński z parku — purpurowo-czerwony, syn nosił go potem trzy dni jak skarb. Trzeci konkurs: kto znajdzie kasztan o najdziwniejszym kształcie. Tu córka znalazła kasztana zrośniętego z drugim — piszczałka rodzinna na cały tydzień.
Po dwóch godzinach mieliśmy: pełen koszyczek kasztanów (te potem stały się zwierzątkami z patyczków, polecam materiał na osobny popołudniowy projekt), 30 kolorowych liści (te do prasowania w grubej książce), dziesięć żołędzi, jeden kawałek kory, jeden martwy chrząszcz (kontrola rodzicielska konieczna), trzy patyki. Tyle radości za 0 zł.
Klucz tej wersji: zabieraj koszyczek. Bez koszyczka spacer trwa 30 minut, z koszyczkiem 2 godziny. Dziecko ma cel, ma metodę, ma ekscytację. Termos z gorącą herbatą dla każdego dorosłego — dla nas to często herbata z imbirem albo zwykła czarna z miodem. Jeden termos na dorosłego, bo dzieci zwykle nie chcą.
Las pod miastem — wersja na cały dzień
Kolejny krok: las pod miastem. Mamy w odległości 25 minut samochodem las mieszany z bukami i klonami. Tam jeździmy z grilem-piecykiem (taki mały turystyczny, na gaz, z patelnią) i robimy „obiad w lesie". Dla dzieci jest to absolutnie magiczne — gotujemy w lesie!. Dla nas — okazja do dwóch godzin pełnego oddychania bez ekranu w polu widzenia.
Nasze klasyczne menu leśne (przygotowane wcześniej w domu):
- Zupa pomidorowa w termosie — przelewamy z kuchennego garnka rano, gorąca w południe.
- Parówki na patyku nad ogniem (tam, gdzie wolno!) — sprawdź regulamin lasu, w niektórych są oznaczone strefy ognisk.
- Kanapki w klasycznym formacie chleb + masło + ser + ogórek.
- Drożdżówki ze sklepu albo upieczone z poprzedniego dnia.
- Termos z kakao dla dzieci (woda + dwie łyżki kakao + cukier + odrobina mleka).
- Jabłka i mandarynki — sezonowe, polskie, perfect na jesienny piknik.
Po obiedzie spacer 1,5-2 godziny szlakiem oznaczonym. Wybieram zawsze niebieski lub żółty szlak — to są te najłagodniejsze, dla rodzin. Czerwony i czarny szlak zostawiamy na czas bez dzieci.
Kluczowa rzecz, której nauczyłam się po pierwszym wyjeździe: dzieci nie idą w tempie dorosłych. Założenie, że z 4-letnim synem przejdziemy 8 km, było bezsensowne. Maksymalnie 3-4 km z dwójką dzieci w wieku 4 i 7 lat, z przerwami co 30 minut. Co 30 minut przerwa = czekoladka, kromka chleba, picie, oglądanie czegoś (mrowiska, grzyba, jeziorka). Dziecko, które nie wie, kiedy będzie przerwa, męczy się dwa razy szybciej niż dziecko, które wie.
Bieszczady jesienią — wymarzony weekendowy wypad
Najdłuższy z naszych jesiennych wyjazdów — weekend w Bieszczadach w drugiej połowie października. Robiliśmy to dwa razy i obiecujemy sobie, że zrobimy to każdej jesieni do końca życia. Jeden weekend, dwie noce, wynajęty domek z piecem kaflowym. Cena 2024: 800-1200 zł za weekend dla 4 osób.
Dlaczego Bieszczady jesienią? Bo to są jedne z najbardziej kolorowych miejsc w Polsce. Lasy bukowe na zboczach Połonin świecą wszystkimi odcieniami złota, czerwieni i pomarańczy — to nie jest puste słowo. To jest dosłownie taki obraz, że pierwsze trzy dni patrzysz i nie wierzysz, że to istnieje. Drugi powód: tu jeszcze rzadko jest tłum w tym terminie. Sezon turystyczny się skończył, lipca i sierpnia tłum dawno zniknął, a okres szkolny ogranicza weekendowe rodziny.
Nasz schemat bieszczadzki: piątek wieczór — przyjazd, kolacja, dzieci do snu. Sobota — spacer wokół Połoniny Wetlińskiej (łatwa wersja, do przełęczy, 2-3 godziny w obie strony, dla dzieci ok). Niedziela — spacer wzdłuż jeziora Solińskiego, kasztany, leśne odgłosy. Powrót po obiedzie. Trzy dni, które dadzą energii na cały listopad.
Alternatywy dla Bieszczad: Sudety (Karpacz, Świeradów, Karkonosze — łagodniej dla dzieci niż Tatry, jesienią piękne), Góry Świętokrzyskie (Łysica, Łysa Góra, najstarsze góry Polski, dosłownie kolorowe), Góry Izerskie — które mocno polecam i które już opisałam wcześniej. Dla rodzin mieszkających w środkowej Polsce — Roztocze (Zwierzyniec, Susiec, kanion w Łabuniach jesienią). Dla północnych — Bory Tucholskie lub Puszcza Białowieska (z dziećmi tylko ścieżki dydaktyczne).
Co zabrać na jesienny spacer — moja kompletna lista
Po trzech latach prób mam swoją sprawdzoną listę. Pakuję się w 15 minut.
Ubranie warstwowe — najważniejsze:
- Bawełniana koszulka pierwsza warstwa.
- Polar lub bluza drugą warstwą — jesień zaskakuje wahaniami od 8 do 17 stopni w ciągu jednego popołudnia.
- Wodoodporna kurtka trzecia warstwa — najlepiej kapturek z fiszbinem, żeby nie wpadał na oczy.
- Czapka z dzianiny (cienka), nie wełniana, bo dzieci się przegrzewają. Buff ważniejszy niż czapka — chroni szyję, a głowa dziecka odpornego się hartuje.
- Kalosze albo nieprzemakalne trampki — w jesiennym lesie błoto czeka pod każdym liściem. Kalosze polecam dla 3-7 latków, trampki nieprzemakalne dla starszych.
- Cienka rękawiczki — nawet w słońcu, bo kasztany dziecko wyciąga z lodowatego błota.
Plecak (dla rodzica, nie dla dziecka):
- Termos 0,5 L z herbatą lub kawą — obowiązkowo, niezależnie od pogody.
- Termos z kakao dla dzieci.
- Drugi suchy komplet ubrań w worku foliowym (na wypadek przemoczenia — zdarza się raz na 5 wyjść).
- Krem nawilżający na buzie dzieci (jesienny wiatr wysusza skórę).
- Apteczka mini — plastry, dezynfekcja, ibuprofen, paracetamol dla dziecka.
- Ryzyko obtarcia: para żelaków na pięty dorosłego, jeśli idziesz w trampkach.
Akcesoria do zbierania:
- Wiklinowy koszyczek lub mała torba materiałowa.
- Pojemnik plastikowy na gąsienice, żuki, pająki (kontrola rodzicielska, ale dziecko bez owada nie wraca z lasu).
- Aparat lub naładowany telefon.
Nie zabieram: parasola (przeszkadza w lesie), kanapek na cały dzień (jak idziemy w góry, w plecaku ma być lekko), zabawek z domu (las dostarcza wszystkich zabawek).
Jesienna fotografia — moja sezonowa pasja
Jesień to dla mnie najlepsza pora na fotografię rodzinną — i piszę to po latach prób w każdym sezonie. Powody są techniczne i estetyczne.
Technicznie: słońce jesienią stoi nisko nawet w południe, daje miękkie boczne światło od godziny 9 do 16. To jest idealne dla portretów — twarze nie są oświetlone od góry (efekt „raccoon eyes"), tylko z boku. Cienie są długie, ciepłe, miękkie. Każde zdjęcie wygląda jakby było robione przez profesjonalistę z lampami w studio.
Estetycznie: kolory polskiej jesieni to gotowa paleta dekoratorska. Złoto, miedź, brąz, ciepły róż policzków dzieci, granatowa kurtka kontrastująca z żółtymi liśćmi. Jesień nie wymaga edycji w Lightroomie — wszystko jest już gotowe w aparacie. Z 30 zdjęć z jesiennego spaceru 25 wygląda dobrze bez korekty kolorów.
Moje ulubione ujęcia jesienne (które staram się robić co roku):
- Zbliżenie ręki dziecka z kasztanami w środku — ciepło, anonimowo, ponadczasowo. Idzie do każdej fotoksiążki.
- Dziecko w polu liści — niech samo wskoczy w kupkę, niech się tarza, łap podczas akcji, nie pozowanego.
- Sylwetka dziecka pod drzewem — z perspektywy z dołu, tak żeby były widoczne kolory korony nad nim.
- Pyzata buzia z czerwonymi policzkami — to jest the shot jesieni, ale rób go pod dobrym światłem (popołudniowym), nie w południe.
Jesienne zdjęcia mojej córki z trzeciego roku życia są dziś moimi ulubionymi w całym archiwum. Patrzy na nie i mówi „mamo, byłam taka mała" — i rzeczywiście była. Złoto wokół jej buzi to kolor, który nie wraca.— moja notatka po obejrzeniu starej fotoksiążki
Te zdjęcia idą prosto do mojej rocznej fotoksiążki — pisałam o tym osobno w recenzji procesu robienia fotoksiążki rodzinnej. Z roku na rok jesień zajmuje coraz większą część książki — i to nie dlatego, że ja więcej fotografuję, tylko dlatego, że te zdjęcia po prostu wygrywają konkurencję wewnętrzną. Nawet zwykły spacer w sobotę ma większy wizualny ciężar niż wakacyjne zdjęcie z plaży.
Listopad jako dolina — i dlaczego trzeba odzyskać go z drugiej strony
Last but not least — uczciwość. Polska jesień nie kończy się na październiku. Listopad też jest jesienią, ale zupełnie inną. Krótszy dzień, mniej koloru, wszechobecny deszcz i wilgoć, nastrój ciemniejszy. „Listopad to miesiąc dla introwertyków", mówi mój mąż.
Dlatego właśnie maksymalnie wyciskam październik. Każda słoneczna sobota ma być wykorzystana — choćby tylko na 30-minutowy spacer pod blokiem. Bo w listopadzie pójdę do tego samego parku, ale liście będą leżały mokre na ziemi, kasztany sczerniałe, słońce się nie wyłoni cały weekend. Październik to bank, na który ciągniemy emocjonalny kredyt do końca lutego.
Dla nas idealne jesienne weekendy z dziećmi to:
- Pierwszy weekend października: park miejski + pierwsze kasztany.
- Drugi weekend: las pod miastem + obiad w plenerze.
- Trzeci weekend: dłuższy wyjazd (Bieszczady / Sudety / Roztocze) — JEŚLI nas stać i mamy siłę.
- Czwarty weekend: znowu park miejski, bo dzieci same proszą.
- Pierwszy weekend listopada: ostatnie spacery w pełnym kolorze.
- Drugi-czwarty weekend listopada: domowa kuchnia, książki, świece.
Pięć słonecznych weekendów. Pięć weekendów, które definiują cały sezon. Reszta roku jest wokół nich.
Jeśli planujesz własny jesienny wyjazd, polecam też mój wpis o Górach Izerskich jako spokojnej alternatywie dla zatłoczonych Karkonoszy, weekend na Mazurach — Mazury jesienią to inna planeta niż Mazury w lipcu, oraz weekend z dziećmi w Dębkach jako pomysł na późnowrześniowy wypad nad morze. A jeśli zachęcam cię do fotografowania jesieni — koniecznie zobacz mój wpis o robieniu fotoksiążki rodzinnej, bo te jesienne zdjęcia to fundament każdej dobrej rocznej książki.
Polska złota jesień trwa krótko i wraca dopiero za rok. Nie zmarnuj jej. Włóż polar, chwyć koszyczek, idź. Listopad już niedługo i sam się obroni. Październik trzeba ratować.
Najczęstsze pytania
Co zabrać na jesienny spacer z dziećmi?
Ubranie warstwowe: bawełniana koszulka, polar, wodoodporna kurtka z kapturem, cienka czapka z dzianiny (lub buff), kalosze lub nieprzemakalne trampki, cienkie rękawiczki. Plecak rodzica: termos z herbatą dla dorosłego, termos z kakao dla dzieci, suchy komplet ubrań zapasowych w worku foliowym, krem nawilżający na buzie, mini apteczka. Akcesoria do zbierania: wiklinowy koszyczek, plastikowy pojemnik na owady, naładowany telefon do zdjęć.
Gdzie pojechać jesienią z dziećmi w Polsce?
Bieszczady (lasy bukowe, Połoniny, najlepsze kolory w Polsce, weekend z domkiem 800-1200 zł). Sudety (Karpacz, Świeradów, Karkonosze — łagodniej niż Tatry). Góry Świętokrzyskie (Łysica, Łysa Góra, dla mieszkańców środkowej Polski). Góry Izerskie (spokojnie, bez tłumów). Roztocze (Zwierzyniec, Susiec). Bory Tucholskie / Puszcza Białowieska dla północy Polski. Najlepszy termin: druga połowa października.
Ile kilometrów może przejść 4-latek w lesie?
Maksymalnie 3-4 km w jednej wyprawie z dwójką dzieci 4 i 7 lat, z przerwami co 30 minut. Każda przerwa = czekoladka, picie, oglądanie czegoś ciekawego (mrowisko, grzyb, jeziorko). Dziecko, które wie, kiedy będzie przerwa, męczy się dwa razy wolniej niż dziecko, które tego nie wie. Wybieraj szlaki łagodne (niebieski, żółty), unikaj czerwonych i czarnych z małymi dziećmi. Tempo: powolne, z dużą ilością przystanków.
Czy warto pojechać do Bieszczad z dziećmi jesienią?
Zdecydowanie tak — to jeden z najpiękniejszych regionów Polski jesienią. Lasy bukowe na zboczach Połonin świecą złotem, czerwienią, pomarańczem. Drugi tydzień października jest optymalny. Tłum sezonu turystycznego dawno zniknął. Schemat 3-dniowy: piątek wieczór przyjazd, sobota Połonina Wetlińska (łatwa wersja, 2-3 godziny), niedziela Jezioro Solińskie i powrót. Koszt domku 800-1200 zł za weekend. Trzy dni, które dadzą energii na cały listopad.
Co robić z kasztanami i liśćmi zebranymi z dziećmi?
Kasztany: zwierzątka z patyczków i wykałaczek (klasyka — koniki, jeże, ludzie), kasztanowy łańcuszek, kasztanowy „dom" w słoiku (z mchem i mini figurkami). Liście: prasowanie w grubej książce 7 dni, potem laminowanie albo naklejanie w albumie, jesienny obrazek z liści w ramce, korona z kolorowych liści, naklejki na okno. Żołędzie: figurki z kapelusików, makro fotografia. Nie wyrzucaj — w listopadzie, gdy nie ma już co zbierać, te jesienne skarby ratują niejedno popołudnie.