Moim zdaniem 22 września 2025 6 min czytania 1 850 wyświetleń

Ile kosztuje przedszkolak miesięcznie — moje konkretne wydatki na 4-letniego syna

Jak co kwartał siadłam z kalkulatorem i kawą, żeby spisać, ile naprawdę kosztuje miesiąc życia mojego czteroletniego syna. Wyszły mi liczby, które samą mnie zaskoczyły — i pomyślałam, że może komuś się to przyda, zwłaszcza jeśli właśnie planuje drugie dziecko albo zastanawia się, czy stać go na przedszkole.

M
Magda
autorka BlogMatki.pl
Otwarty zeszyt z odręczną listą wydatków, polskie monety i kalkulator na drewnianym stole, poranne światło

Czasem M. mówi mi: „dzieci w tym wieku są tanie, jedzą jak ptaszki, ubranko za 30 zł". Wtedy podsuwam mu zeszyt, w którym od dwóch lat spisuję wszystkie wydatki na nasze dwoje, i robię z niego cichy, ale stanowczy posiłek z liczb. Nie, dzieci w wieku przedszkolnym nie są tanie. Są tańsze niż nastolatek, taniej niż student, ale każda ryza papieru, każdy klej do plasteliny, każde „mamo, a Antek ma takie spinki w kształcie jednorożca" się sumują. Spisałam więc dokładnie miesiąc życia mojego czteroletniego Stasia — i dzielę się tutaj liczbami, bo w internecie pełno blogerek mówi, że „dziecko w przedszkolu kosztuje 500 zł". To nieprawda. To jest mit, który mnie irytuje, więc piszę przeciw niemu.

Uprzedzam: będę pisać o konkretnych kwotach z 2025/2026 roku w średniej polskiej miejscowości. U was może być inaczej — w Warszawie znacznie drożej, w małej wsi tańsze przedszkole publiczne. Ale rzędy wielkości są takie same w całej Polsce, więc zachęcam, żeby przyłożyć moje liczby do swojej rzeczywistości.

Czesne i wyżywienie — czyli stałe miesięczne 600-800 zł

Staś chodzi do publicznego przedszkola samorządowego. Mamy szczęście, bo w prywatnych w naszej okolicy ceny zaczynają się od 1200 zł i kończą gdzieś przy 2000 zł miesięcznie. U nas w publicznym czesne to 1 zł za każdą godzinę powyżej 5 darmowych godzin dziennie. Staś jest w przedszkolu od 7:00 do 16:30, czyli 9,5 godziny — z czego 5 darmowych, a 4,5 płatnych. To wychodzi 4,5 zł × 21 dni roboczych = 94 zł miesięcznie.

Do tego wyżywienie: śniadanie + obiad + podwieczorek = 14 zł dziennie × 21 dni = 294 zł miesięcznie. Razem z czesnym to 388 zł za samo bycie w przedszkolu. „No widzisz, taniocha" — powiedziałby M., gdyby tu skończył. Tylko że tu się dopiero zaczyna.

Do tego dochodzi ubezpieczenie NNW (35 zł rocznie, czyli prawie nic), składka na radę rodziców (20 zł miesięcznie), fundusz na imprezy okolicznościowe (Mikołaj, Dzień Dziecka, zakończenie roku — średnio 30 zł miesięcznie w skali roku). Razem przedszkolne wyjście to 460-470 zł miesięcznie. I to tylko przedszkole jako instytucja.

Wyprawka do przedszkola — i tutaj odzywa się ryza papieru

Największym mitem jest, że „dziecko coś tam zaniesie, krechę narysuje i będzie". Nie. Wyprawka do przedszkola to osobny budżet, który pożera średnio 80-120 zł miesięcznie, jeśli rozpisać go na cały rok. Co kupujemy regularnie:

  • Ryza papieru ksero — bo Staś rysuje, a w przedszkolu też zużywają hektolitry. Ryza papieru kosztuje obecnie około 22-28 zł za 500 arkuszy A4. U nas wystarcza na 6 tygodni, czyli średnio jakieś 18 zł miesięcznie.
  • Kredki, flamastry, ołówki, gumka, temperówka — komplet startowy 60 zł, a potem dokupowanie kredek, których brakuje, bo zaginęły, połamały się, „kolega zabrał". Średnio 15 zł miesięcznie.
  • Plastelina, masa solna, klej, nożyczki, brokat (sic!) — średnio 20 zł miesięcznie.
  • Zeszyty A4 do prac plastycznych, blok techniczny, blok rysunkowy — 15-20 zł miesięcznie.
  • Buty zamienne (klapki na lato, kapcie na zimę), plecak, worek na buty — to się kupuje raz na pół roku, ale w przeliczeniu też kosztuje swoje.

Zostawiam ci tu jedno kluczowe odkrycie z mojego zeszytu wydatków: dziecko w wieku przedszkolnym zużywa rocznie tyle papieru, ile średni dorosły w biurze. To brzmi absurdalnie, dopóki nie spojrzysz na swoje wydatki i nie zobaczysz, że ryza papieru poszła w trzy tygodnie, bo wczoraj rysował smoki, a dziś smoki w wersji kolorowanej, a jutro będzie wycinał te smoki nożyczkami z każdej kartki osobno.

Ubrania, buty, kurtki — kwartalnie 250-400 zł

Dzieci rosną. To nie jest moja wielka teza, ale często umyka w kalkulacjach. Staś w wieku 4 lat wyrasta z butów średnio co 4 miesiące. Nowa para sportowych adidasów to 80-130 zł (w sieciówkach), kalosze 50 zł, kapcie 30 zł, sandały na lato 60 zł. Tylko buty to średnio 80-100 zł miesięcznie w skali roku.

Kurtki — przejściowa, zimowa, jesienna, wiatrówka. Każda ze sezonów. Kurtka zimowa porządna to dziś 150-300 zł (kupuję na Vinted lub OLX, ale i tak nie zejdziesz poniżej 80-100 zł). Spodnie, bluzy, koszulki — Staś niszczy ubrania w tempie, w które nie wierzyłam, dopóki nie miałam syna. Kolano w spodniach przeciera w 3 tygodnie — takie życie z czterolatkiem, który chodzi do przedszkola, gdzie codziennie wychodzi na podwórko.

W przeliczeniu na miesiąc: 80-130 zł na ubrania samego Stasia. Czasem mniej, gdy kupujemy z drugiej ręki (o tym piszę w osobnym tekście o tym, jak oszczędzamy przy dwójce dzieci). Czasem więcej, gdy jest sezon zmiany (wrzesień, marzec). Średnio licząc rok i dzieląc na 12 — wychodzi mi 100 zł miesięcznie tylko na garderobę.

Zabawki, książki i atrakcje — 150-250 zł miesięcznie

Tu zaczynają się rzeczy, które mogłabym odpuścić. Ale ich nie odpuszczam, i to jest mój świadomy wybór. Zabawki nowe — staramy się nie kupować. Mamy z M. zasadę, że nowa zabawka pojawia się tylko z okazji urodzin, świąt albo realnego osiągnięcia (np. bez płaczu poszedł do dentysty). Ale i tak średnio 30-50 zł miesięcznie wydajemy na drobne — naklejki, plastusiowe figurki kolegów, klocki uzupełniające. Polecam zresztą mój wpis o tipi w salonie — to była najlepsza inwestycja w zabawkę za ostatnie dwa lata, kosztowała 180 zł i bawi się tym zarówno Staś, jak i jego siostra.

Książki — co miesiąc kupuję jedną, czasem dwie. Lubimy biblioteki i kupujemy też książki używane, ale nowa książka dla dziecka to dziś 25-40 zł, więc średnio 30 zł miesięcznie.

Atrakcje weekendowe — basen, sala zabaw, kino dla dzieci, plac zabaw z dmuchańcami, raz w miesiącu zoo lub muzeum. Średnio 100-150 zł miesięcznie w skali roku. To jest pozycja, na której można teoretycznie oszczędzić — ale wtedy dziecko siedzi w domu i wpina się w bajki, więc liczę to jako inwestycję w rodzinną sanity, nie w zabawę.

Lekarstwa, lekarz, witaminy — 50-100 zł miesięcznie

Nie chciałam o tym pisać, ale to też część budżetu na przedszkolaka. Staś, jak każde dziecko w przedszkolu, choruje średnio raz w miesiącu w sezonie infekcyjnym. Lekarstwa OTC (syropy, krople do nosa, czasem antybiotyk z apteki) to 30-80 zł na infekcję. Witamina D (cały rok, profilaktycznie), czasem żelazo na zalecenie pediatry, czasem probiotyki po antybiotyku — dodatkowe 30-50 zł miesięcznie.

Wizyta prywatna u pediatry to dziś 150-200 zł (bo NFZ ma terminy za trzy tygodnie, a dziecko z gorączką nie czeka). Średnio raz na 2-3 miesiące musimy taką prywatną zrobić. W przeliczeniu na miesiąc — kolejne 60-80 zł.

Razem — moja realna miesięczna kwota na przedszkolaka

A teraz najciekawsze — sumka. Spisałam ostatnie cztery miesiące Stasia, uśredniłam i wyszło mi:

  • Przedszkole (czesne + wyżywienie + składki) — 460 zł
  • Wyprawka i artykuły szkolne — 80 zł
  • Ubrania i buty — 100 zł
  • Zabawki, książki, atrakcje weekendowe — 180 zł
  • Lekarstwa, witaminy, prywatne wizyty — 70 zł
  • Drobne (kosmetyki dziecięce, pieluchy nocne, szczoteczki, pasty) — 40 zł

Razem: około 930 zł miesięcznie na samego czteroletniego Stasia. I to jest budżet bez wakacji, bez świąt, bez prezentów dla kolegów na urodziny (bo to też miesięczne 30-40 zł średnio, a często więcej). Z prezentami dla rówieśników i wakacjami w skali rocznej wychodzi mi około 1100-1200 zł miesięcznie. Spróbuj sobie wyobrazić, że to się mnoży przez dwoje dzieci. U nas to znaczy w okolicach 2300 zł miesięcznie tylko na podstawowe potrzeby dwóch krasnali — i to z naszą zasadą, że dużo kupujemy z drugiej ręki, gotujemy w domu, jeździmy na wakacje raz w roku.

Dziecko w wieku przedszkolnym kosztuje średnio tysiąc złotych miesięcznie — i to jest realna kwota, nie ideologia.— moja konkluzja po dwóch latach prowadzenia zeszytu wydatków

Co mnie zdziwiło, gdy zaczęłam to spisywać

Kilka rzeczy nie do przewidzenia. Po pierwsze, drobiazgi — sala zabaw 30 zł, naklejki, lody, woda przy wyjściu, i nagle dwie godziny zabawy kosztują 50 zł. Po drugie, składki w przedszkolu — Mikołaj, Dzień Dziecka, zakończenie roku, zdjęcia, wycieczki — w skali roku 400-500 zł, których nikt nie ostrzega przy zapisach. Po trzecie, „drobiazg dla dziecka" — jogurcik, batonik, Hot Wheels za 8 zł. 8 zł × 4 razy w tygodniu = 130 zł miesięcznie z drobiazgów, których nie pamiętamy że kupiliśmy. Najwięcej znika w drobnych zakupach, których nie liczymy.

Czy da się taniej? Da się — ale

Da się. Można dziecko ubrać tylko z drugiej ręki, można kupować zabawki na Olx, można zrezygnować z atrakcji weekendowych, można nie chodzić do prywatnego pediatry, można nie kupować witaminy D (chociaż pediatra będzie przeciwna). Można zejść z 1100 zł na 600-700 zł miesięcznie, jeśli się postarać. Ale wtedy żyjesz w ciągłym kalkulowaniu, czego nie kupić. A ja nie chcę tak żyć.

Piszę o swoich trickach na oszczędzanie z dwójką dzieci w osobnym tekście — i polecam go przeczytać razem z tym. Bo te dwa wpisy się uzupełniają. Tu pokazuję, ile to wszystko kosztuje, tam pokazuję, gdzie da się to mądrze zmniejszyć bez ucieczki w skąpstwo. I jeszcze jedno — pisałam też o tym, jak to jest mieć dwoje dzieci w różnym wieku — bo budżet rodzinny zmienia się w zależności od tego, czy masz rok różnicy, czy pięć.

Kiedyś wydawało mi się, że dziecko jest tanie. Wystarczy mu trochę miłości, dom i jedzenie. Trochę miłości jest najważniejsze, prawda. Ale resztę niech sobie nikt nie wmawia, że można obniżyć poniżej tysiąca złotych miesięcznie i nadal być spokojnym o przyszłość. Macierzyństwo kosztuje. I to jest okej. Tylko warto wiedzieć, ile.

M
napisała Magda

Mama dwójki, autorka BlogMatki.pl

Mama dwójki, biegaczka-amatorka, kucharka z konieczności, fotograf z pasji. Piszę o codzienności bez filtra. Poznaj mnie bliżej →

Najczęstsze pytania

Ile kosztuje wychowanie dziecka miesięcznie w wieku przedszkolnym?

Z mojego zeszytu wydatków: realnie około 900-1100 zł miesięcznie na czteroletnie dziecko w 2025/2026 roku, w średniej polskiej miejscowości, w przedszkolu publicznym. Suma obejmuje: czesne i wyżywienie (~460 zł), wyprawkę (~80 zł), ubrania (~100 zł), zabawki/książki/atrakcje (~180 zł), lekarstwa i wizyty u pediatry (~70 zł), drobne (~40 zł). Bez wakacji i prezentów dla kolegów. Z nimi — okolice 1200 zł miesięcznie.

Ile kosztuje samo czesne w przedszkolu publicznym 2025?

W publicznym samorządowym: 5 godzin dziennie jest darmowych, każda kolejna godzina to 1 zł. U nas Staś jest 9,5 godziny dziennie, więc dopłacamy 4,5 zł × 21 dni = około 94 zł miesięcznie czesnego. Do tego wyżywienie ~14 zł dziennie × 21 dni = 294 zł. Razem 388 zł za samo bycie w przedszkolu. W prywatnym te kwoty są 3-5 razy wyższe.

Ile pochłaniają wyprawka i artykuły plastyczne miesięcznie?

Średnio 80-120 zł miesięcznie w skali roku. Składa się na to: ryza papieru ksero (~25 zł co 6 tygodni — czyli ryza papieru kosztuje teraz 22-28 zł), kredki i flamastry, plastelina, klej, nożyczki, brokat, zeszyty i bloki techniczne. Dziecko w przedszkolu zużywa rocznie tyle papieru, ile średni dorosły w biurze. To była jedna z największych niespodzianek mojego macierzyństwa.

Czy 4-latek wyrasta z butów co kilka miesięcy?

Tak. U mojego syna nowa para butów co 3-4 miesiące — i to jest typowe dla tego wieku. Stopa rośnie szybko, a buty po starszym rodzeństwie często są już za bardzo wytarte. Sportowe adidasy to dziś 80-130 zł. W skali miesiąca, licząc cały rok, same buty to średnio 80-100 zł dla jednego przedszkolaka.

Czy można zaoszczędzić na wydatkach na przedszkolaka?

Tak, ale w granicach. Realnie da się zejść z 1100 zł do 600-700 zł miesięcznie przez: kupowanie ubrań z drugiej ręki (Vinted, OLX), korzystanie z bibliotek zamiast kupowania książek, ograniczenie atrakcji weekendowych do bezpłatnych (las, plac zabaw, plażowanie), wybór publicznego pediatry zamiast prywatnego. Pisałam o tym osobno w tekście o tym, jak żyjemy oszczędnie z dwójką dzieci — link w treści wpisu.

Co najbardziej zaskakuje w budżecie na przedszkolaka?

Trzy rzeczy: drobiazgi, których nie liczymy (jogurcik, batonik, mała zabawka kupiona przy okazji — łącznie 100-150 zł miesięcznie!), składki w przedszkolu (Mikołaj, Dzień Dziecka, wycieczki — w skali roku 400-500 zł), oraz niszczenie ubrań i obuwia w tempie nieprzewidywalnym (kolano w spodniach przeciera się w 3 tygodnie). Najwięcej budżetu znika w pozycjach, których z reguły nie planujemy.