Zacznijmy od kontekstu. Wczoraj o 14:35 syn dostał telegnerwa, bo nie chciał włożyć kurtki przed wyjściem do przedszkola po popołudniowym odbiorze. Nie wiem, co go ruszyło — kurtka była ta sama, co zwykle, dzień był ten sam, ja byłam ta sama. Po prostu nie chciał. Krzyczał, rzucał się na podłogę, zdjął skarpetkę. Stałam nad nim z poczuciem, że ten dzień mnie już dziś niczym nie zaskoczy — i wtedy zadzwonił telefon.
MAMA — wyświetliło się na ekranie. Mojej mamy, nie mojej dziecięcej mamy (czyli nie mnie). Odebrałam, bo mama dzwoni rzadko i zawsze ma powód. Powiedziała: „Cześć kochanie. Pomyślałam o tobie. Tylko tyle. Pa" — i się rozłączyła. Nie pytała, co u mnie. Nie pytała o dzieci. Nie chciała umówić wizyty. Po prostu zadzwoniła, żeby mi to powiedzieć.
Stałam jakieś dziesięć sekund, patrząc na zakończoną rozmowę 0:09 minut. Syn dalej leżał na podłodze, ale jakoś ciszej. Ja nagle czułam łzy w oczach. Bo zorientowałam się, że tej jednej rzeczy — zadzwonienia bez powodu do bliskiej osoby — ja sama nie robię. Z mamą rozmawiam średnio raz na dwa tygodnie, zawsze gdy ja czegoś potrzebuję: porady o gorączce dziecka, prośby o przyjazd na weekend, pytania o przepis. Nigdy bez powodu. Nigdy „pomyślałam o tobie".
Lista ludzi, do których nie zadzwoniłam od miesięcy
Wczoraj wieczorem, gdy dzieci już spały, usiadłam i zrobiłam sobie uczciwy rachunek. Spisałam listę osób, które są dla mnie ważne — i obok każdej zaznaczyłam, kiedy ostatnio z nią rozmawiałam telefonicznie (nie sms-em, nie messengerem — słyszała mój głos). Wyszło coś, czego się wstydzę:
- Mama: ostatni raz dzwoniłam ja — 26 dni temu. Pytałam, czy może mi przesłać przepis na sernik na zimno.
- Tata: dzwoniłam 3 miesiące temu, w jego urodziny. Sam mi wcześniej dzwonił dwa razy w międzyczasie. Nie odbierałam — nie miałam akurat czasu.
- Babcia (87 lat): pisałam jej kartkę pocztową na święta. Telefonicznie ostatni raz w lutym — czyli ponad dwa miesiące temu.
- Marta, moja najbliższa przyjaciółka ze szkoły: dzwoniłam miesiąc temu. Trzy razy zaczęłam pisać sms-a, żeby się umówić na kawę, i trzy razy nie wysłałam.
- Kasia, koleżanka z poprzedniej pracy, która straciła w styczniu mamę: pisałam kondolencje sms-em. Nigdy do niej nie zadzwoniłam od tamtej pory. Pomyślałam: „zadzwonię w wolnej chwili".
- Iza, kuzynka, która rok temu rozwiodła się i mieszka sama: ostatnia rozmowa — na Boże Narodzenie. Cztery miesiące temu.
Lista była długa. Zatrzymałam się przy Kasi. Bo ona straciła mamę. Bo ja jej napisałam wtedy 6-zdaniowego sms-a. Bo trzy miesiące minęły. Bo nigdy nie zadzwoniłam, „żeby tylko zapytać, jak dajesz radę". Tłumaczyłam sobie: „nie chcę przeszkadzać", „może woli być sama", „zadzwonię w wolnej chwili". Kasia, jeśli to czytasz — zadzwonię jutro. Naprawdę. Tym razem zadzwonię.
O podobnym mechanizmie odsuwania w czasie wsparcia bliskim pisałam w tekście do mam, które zostały same — bo czasem to my jesteśmy po drugiej stronie tego niedzwonienia.
Dlaczego nie dzwonimy — moje uczciwe powody
Usiadłam i wypisałam sobie powody, dla których nie dzwonię. Każdy z nich brzmi racjonalnie. Ale gdy je zsumuję — wychodzi mi wymówka. Tak naprawdę:
- „Nie mam czasu" — kłamstwo. Mam czas na scrollowanie Instagrama 35 minut dziennie. To 5 telefonów po 7 minut.
- „Nie chcę przeszkadzać" — projekcja własnego dyskomfortu na drugą osobę. Ona prawdopodobnie czeka, żeby ktoś zadzwonił.
- „Zadzwonię, jak będę miała coś do powiedzenia" — najgorsze. Zakładam, że telefon musi mieć temat. A telefon „cześć, jak tam, kiedy pisałam ci ostatnio" sam w sobie jest tematem.
- „Wolę pisać, jest szybciej" — szybciej, ale głębiej nie. Sms „kocham cię" do mamy nie ma tego samego ciężaru, co usłyszane „kocham cię, mamo".
- „Ona też do mnie nie dzwoni" — najbardziej dziecinny argument. Zaczyna zwykle ten, kto może. A może ten, kto zauważy.
- „Jak zadzwonię, to się wkurzą, bo źle wybiorę godzinę" — może. Ale lepiej zadzwonić nie w porę i się przeprosić, niż nie zadzwonić wcale przez trzy miesiące.
Najbardziej mi gryzie ta ostatnia myśl, bo z mamą właśnie boję się dzwonić w nieodpowiedniej porze. A ona — zadzwoniła dziś w środku naszej awantury z synem. I była to najlepsza rozmowa, jaką miałam w tym tygodniu. Mama wiedziała intuicyjnie, że jakaś godzina jest niedobra, bo nigdy żadna godzina nie jest dobra z dzieckiem. Ale zadzwoniła. I dobrze zrobiła.
Telefon jako rzecz, której się boimy
Zauważyłam ostatnio, że boję się dzwonić. Wolę pisać. Sms ma jedną wielką zaletę: kontrolę. Mogę go napisać, przeczytać, poprawić, wysłać o swojej godzinie, dostać odpowiedź kiedy mam czas na czytanie. Telefon to kontrolę zabiera. Telefon mówi: „druga osoba jest teraz, słyszy teraz, oczekuje teraz".
Pokolenie nas — trzydziestoparolatek z dziećmi — straciło nawyk dzwonienia. Pamiętam siebie w wieku 18 lat: dzwoniłam do koleżanki ze stacjonarnego, bo nie miałam wtedy komórki, trzy razy dziennie. Teraz dzwonię do najbliższej koleżanki trzy razy w roku. Reszta to messenger, sms, instagramowe story. A czasem człowiek po prostu potrzebuje usłyszeć głos. Nie zobaczyć tekst — usłyszeć.
Ten niuans rozumie tylko ten, kto zna obie strony tego równania. Mama mi wczoraj zadzwoniła bez powodu, i przez te 9 sekund usłyszałam jej głos — zmęczony (jest po grypie), ale jej. Sms „myślę o tobie" by tego nie dał. Sms by przeleciał między czterema innymi sms-ami i znikł. Telefon — zatrzymał mnie. Stałam dziewięć sekund. Płakałam dziesięć minut.
O podobnej różnicy między byciem słuchanym a byciem czytanym pisałam w tekście o byciu razem we dwoje, ale razniej — bo M. też najczęściej pisze mi z pracy, a ja zauważam wieczorem, że nie usłyszałam jego głosu cały dzień. Ten sam mechanizm.
Co dziś można zrobić — bardzo prosta lista
Nie umiem ci powiedzieć jak być lepszą córką, lepszą siostrą, lepszą przyjaciółką. Mogę powiedzieć, co dziś zrobię ja, i co ty możesz dziś zrobić, jeśli ten tekst cię ruszył. Bardzo prosta lista. Pięć kroków:
- Otwórz książkę adresową. Zjedź do kontaktu, którego ostatnio nie nabierałaś rączki na uchwyt słuchawki (czyli nie odbierałaś od kogoś zaplanowanego). Patrz: kogo widzisz?
- Wybierz jedną osobę. Nie pięć — jedną. Nie wybieraj „strategicznie" — wybierz tę, na której nazwisko ci się zatrzymał wzrok. Mózg już wie, do kogo chcesz zadzwonić.
- Zadzwoń teraz. Nie odkładaj na wieczór, nie na jutro, nie na kiedy będzie spokojniej. Spokojniej już nie będzie. Spokojnie nie ma w macierzyństwie.
- Powiedz krótko. Nie musisz zaczynać wielkiej rozmowy. Wystarczy: „Hej, pomyślałam o tobie. Jak tam u ciebie?". Reszta sama wyjdzie albo nie wyjdzie. Obie wersje są w porządku.
- Zakończ pierwsza, jeśli chcesz. Nie musisz tłumaczyć czemu dzwonisz krótko. „Muszę kończyć, dziecko mnie woła, ale chciałam usłyszeć twój głos". Krótka rozmowa też się liczy. Krótka rozmowa to lepsza niż żadna rozmowa.
Najsmutniejsze na pogrzebach: „Tak chciałem do niego zadzwonić w zeszłym miesiącu, ale nie zdążyłem". Mówią to wszyscy. Nikt z tym potem nie umie żyć.— moja teściowa, po pogrzebie swojego brata
A czemu moja mama dzwoni — i ja nie
Moja mama ma 67 lat. Moja mama dorastała w kulturze dzwonienia. Pamięta jeszcze, że dzwoniło się pod numer, bo nie było sms-ów. Dla niej naturalne jest podnieść słuchawkę i powiedzieć „cześć, pomyślałam o tobie". Dla niej to nie odwaga — to rytuał codzienności, którego nigdy nie straciła.
Dla mnie — pokolenia urodzonego w roku 1990 — telefon to już narzędzie planowania spotkań, nie narzędzie bycia z drugą osobą. Przesunęliśmy granicę. Telefon stał się formalny. Zostawiliśmy ciepłe codzienne kontakty messengerom, a telefon zarezerwowaliśmy dla spraw. I straciliśmy na tym wszyscy. Bo messenger nie czyta głosu, nie czyta intonacji, nie czyta pauzy po pytaniu „jak ty się masz, naprawdę?".
Moja mama o tym wie intuicyjnie. Dlatego zadzwoniła. I dlatego ja dziś dzwonię do niej. I do Kasi, do koleżanki z pracy, której zmarła mama. I do Marty, mojej najbliższej przyjaciółki, której ostatnio robiłam sms-a „umówmy się" trzy razy bez wysyłania.
O tym, że czasem trzeba poprosić o pomoc, pisałam w innym tekście — bo telefon do bliskiej osoby to też forma proszenia o coś. Proszenia o uwagę, proszenia o obecność, proszenia o byciem nie samej w tym, co teraz się dzieje. To w porządku prosić.
Wieczór po telefonie od mamy
Wczoraj wieczorem, gdy dzieci już spały, oddzwoniłam do mamy. Powiedziałam: „dzięki, że dzwoniłaś. Akurat było cięzko, syn nie chciał kurtki". Mama się zaśmiała: „Wiedziałam, że jest cięzko, dlatego zadzwoniłam". Zapytałam, jak wiedziała. „Zawsze widzę, jak masz cięzko — pisałaś rano sms-a o pogodzie, a ty nigdy nie piszesz sms-ów o pogodzie z radości. Znam cię".
Moja mama mnie zna lepiej, niż ja siebie znam — po sms-ach o pogodzie. I nie czeka, aż ja zadzwonię. Sama dzwoni. Bo wie, że ja nie zadzwonię. Bo wie, że jej trzydziestopięcioletnia córka jest dorosłą kobietą z dwojgiem dzieci, mężem na delegacji, praniem w pralce — i że nigdy nie będzie miała dobrej godziny. Więc dzwoni w niedobrej. Bo to jedyna, jaka istnieje.
Ja będę kiedyś taka jak ona, ale dziś jeszcze nie jestem. Dziś jeszcze odkładam telefony na potem. Postanowiłam — od dziś — w każdy wtorek wieczorem dzwonić do jednej osoby z mojej listy. Bez powodu. Krótko. „Cześć, pomyślałam o tobie". Tylko tyle. 52 razy w roku. 52 osoby, które mnie usłyszą bez sprawy. I jedna z nich pewnie kiedyś, w przyszłości, oddzwoni do mnie w środku mojej własnej awantury z synem — i ja zapłaczę. I to mi wystarczy za nagrodę.
Jeśli czytasz to teraz i myślisz o jednej osobie, której od dawna nie słyszałaś — odłóż telefon, otwórz książkę adresową i zadzwoń. Nie dziś wieczorem. Teraz. Bo to teraz jest jedynym czasem, jaki masz na pewno. Jutro może być za późno. Wtorek za tydzień może być za późno. Po prostu zadzwoń.
Najczęstsze pytania
Dlaczego tak trudno zadzwonić do bliskiej osoby?
Bo telefon zabiera kontrolę. Sms można napisać, poprawić, wysłać kiedy mamy czas, dostać odpowiedź gdy mamy ochotę. Telefon stawia drugą osobę teraz, na żywo, w naszym czasie. Pokolenie 30+ straciło nawyk dzwonienia — telefon stał się dla nas narzędziem planowania spotkań, nie narzędziem bycia z drugą osobą. Stąd opór.
Jak zacząć dzwonić częściej do mamy/przyjaciółki/babci?
Najprościej: jedna osoba, jeden dzień tygodnia, krótka rozmowa bez powodu. U mnie sprawdza się wtorek wieczorem — wybieram jedno nazwisko z książki adresowej, dzwonię na 5–10 minut z otwierającym „cześć, pomyślałam o tobie". Reszta wychodzi sama. Nie trzeba mieć tematu, nie trzeba długiej rozmowy — krótka też się liczy.
Co powiedzieć, gdy dzwonimy bez konkretnego powodu?
Wystarczy: „Hej, pomyślałam o tobie. Jak tam u ciebie?". Można też zacząć od konkretu: „Akurat się natknęłam na fotkę z naszej studniówki i przypomniało mi się, że mam ci zadzwonić". Ważne — nie tłumacz się, że nie dzwoniłaś dawno. To wprowadza dystans. Po prostu zadzwoń, jakbyście rozmawiały wczoraj. Druga osoba nie pamięta dat — pamięta uczucie, że ktoś jej nagle wzwiązał czasu.
Co jeśli boimy się, że zadzwonimy w nieodpowiedniej porze?
Lepiej zadzwonić nie w porę i się przeprosić, niż nie zadzwonić wcale przez trzy miesiące. Z mamą małych dzieci każda godzina jest niedobra — zawsze ktoś krzyczy, zawsze coś się pali, zawsze są niedociśnięte zęby do umycia. Jeśli osoba odbierze i powie „słuchaj, oddzwonię" — w porządku. Jeśli nie odbierze — w porządku. Sam fakt, że zadzwoniłaś, jest komunikatem: „myślę o tobie". To wystarczy.