Czytelnia 19 grudnia 2025 7 min czytania 1 705 wyświetleń

Pandemia kłamstw — dlaczego kupiłam książkę Judy Mikovits i czego się wstydzę

Kupiłam ją w lipcu 2021. Pamiętam dokładnie, bo pakowałam dzieci na wakacje i chciałam coś poważnego do plecaka. Wszyscy w grupie mam na komunikatorze polecali. „Otwiera oczy", „przeczytaj, zanim cenzura zabierze", „pandemia kłamstw — najmocniejszy tytuł roku". Nie polecam. Piszę ten wpis z poczuciem obowiązku — bo dałam się nabrać i wiem, jak to działa.

M
Magda
autorka BlogMatki.pl
Zamknięta książka leżąca grzbietem do góry na drewnianym biurku obok okularów, notatnika ze znakami zapytania i filiżanki herbaty

Najpierw uczciwie. Tak, kupiłam tę książkę. Tak, zaczęłam ją czytać z otwartą głową. Tak, dałam autorce — Judy Mikovits — szansę na przekonanie mnie. Bo wtedy, w lecie 2021, byłam w tym miejscu, w którym była połowa moich znajomych: zmęczona pandemią, zła na chaos informacyjny, podejrzliwa wobec wszystkich. To bardzo żyzny grunt dla książki, której podtytuł brzmi mniej więcej jak „prawda, której wam nie powiedzą". Doskonale to rozumiem. I dlatego dziś, prawie pięć lat później, biorę się za napisanie tego wpisu — żeby ktoś, kto stoi w księgarni w 2026 i waha się, czy ją wziąć, miał szczerą relację mamy, która ją otworzyła i odłożyła z poczuciem niesmaku.

Nie jestem lekarką, nie jestem naukowczynią, nie jestem ekspertką od chorób zakaźnych. Jestem mamą, która lubi czytać i ma ogólne wykształcenie biologiczne (kierunek dawno porzucony, ale baza została). I jestem osobą, która nie wstydzi się przyznać, że dała się początkowo zaintrygować. Wstyd zaczyna się gdzie indziej — w momencie, w którym widzisz, że książka nie jest tym, co reklama. Że to nie jest „otwarcie oczu". To jest precyzyjna manipulacja retoryczna, oparta na sprawdzonej technologii budowania zaufania. I że dałaś jej, choć przez chwilę, swoje.

Pandemia kłamstw — co to za książka i kim jest Judy Mikovits

Judy Mikovits to amerykańska badaczka, która w 2009 opublikowała w „Science" kontrowersyjny artykuł sugerujący związek między chorobą XMRV a zespołem chronicznego zmęczenia. Publikacja została wycofana przez „Science" w 2011, a wyniki nie znalazły potwierdzenia w żadnym kolejnym badaniu niezależnym. Mikovits w międzyczasie miała konflikt z byłymi pracodawcami (sprawa sądowa, kary) i od tego czasu funkcjonuje poza głównym nurtem nauki. Pandemia kłamstw (oryg. „Plague of Corruption" z 2020 roku) to jej książka, w której łączy historię własnej kariery, konflikty z dr. Anthonym Faucim i serię oskarżeń pod adresem światowej medycyny i nauki.

Główna teza książki: istnieje wielki spisek farmaceutyczno-medyczny, w który zaangażowani są rządy, WHO, big pharma, Fauci osobiście, oraz „naukowy establishment". Spisek ten ma rzekomo ukrywać prawdę o pochodzeniu wirusów, szczepionkach, terapiach. Mikovits występuje w tej narracji jako zdemaskowana sygnalistka, która została uciszona, bo „za dużo wiedziała". To jest sztandarowy schemat retoryczny książek antyszczepionkowych — i muszę o nim napisać szczegółowo, bo to klucz do zrozumienia, dlaczego tak dobrze działają na czytelnika.

Trzy mechanizmy manipulacji, które rozpoznałam w trakcie czytania

Mikovits umie pisać. Bardzo umie. Buduje swój życiorys opisami konkretnych miejsc, dat, ludzi. Cytuje listy. Daje przypisy. Wygląda to wszystko wiarygodnie. Dopiero koło strony siedemdziesiątej zaczęłam łapać schemat:

  • Autoprezentacja jako ofiara prześladowań. Mikovits opisuje siebie jako genialną badaczkę, której prawdę uciszono. Każdy konflikt zawodowy tłumaczy nie własnymi błędami, tylko spiskiem. Tymczasem jej sprawy — wycofanie publikacji w „Science", oskarżenia o kradzież danych, zwolnienie — są udokumentowane niezależnie, w aktach sądowych. Książka tej drugiej wersji nie zna.
  • Łańcuch insynuacji zamiast dowodów. „Fauci wiedział o X. Możliwe, że ukrył Y. Prawdopodobnie chciał Z". Trzy zdania, każde słabsze, tworzą łańcuch domniemań, który czytelnik czyta jak ciąg faktów. Wiedział, mógł, prawdopodobnie — to nie dowód, to retoryka prokuratorska bez sądu. Znana reguła propagandy: nie udowadniaj, sugeruj.
  • Odwrócenie ciężaru dowodu. „Skoro Fauci nie odpowiedział publicznie na każdą moją insynuację, to znaczy, że jest winny". To logiczne kuriozum. Każdy, kto się nie zgadza, automatycznie staje się częścią spisku. Zamknięty system poznawczy: każda krytyka jest dowodem na cenzurę.

Co zrobiłam, gdy zaczęłam czuć niepokój

Gdzieś koło 90. strony zaczęłam mieć wątpliwości. Słowa kluczowe — spisek, sygnalistka, cenzura, uciszono mnie — pojawiały się tak gęsto, że zaczęły mnie razić. Zrobiłam to, co rzadko robię w trakcie lektury — odłożyłam książkę i sprawdziłam jej fakty. Wzięłam pięć konkretnych zarzutów Mikovits wobec dr. Fauciego i sprawdziłam je w niezależnych źródłach: w archiwach „Science", „Nature", „The Lancet", BMJ, w raportach NIH, w polskim PZH, w analizach Snopes, FactCheck.org i Reuters Fact Check.

Wynik był miażdżący. Cztery z pięciu zarzutów były albo nieprawdziwe, albo bardzo przesadzone, albo wyrwane z kontekstu. Piąty — najmocniejszy w narracji książki — opierał się na cytacie z e-maila, który istnieje, ale którego treść Mikovits przekręca. W oryginale Fauci pisze coś innego, niż jest cytowane w książce. To jest, mówiąc wprost, manipulacja źródłem. Nie błąd, nie nieuwaga — manipulacja. I w tym momencie zamknęłam książkę i odłożyłam na półkę. Nie do śmietnika — bo postanowiłam, że jeszcze do niej wrócę. Po to, żeby napisać ten wpis.

Najtrudniejszą umiejętnością czytelniczą XXI wieku jest umieć rozpoznać, kiedy autor cię uwodzi. Książka, która pisze „prawda, której nie chcą, żebyś znała", prawie zawsze zaczyna od kłamstwa, że istnieje jakieś "oni". Świat naukowy nie jest „onymi". Świat naukowy to dziesiątki tysięcy ludzi, którzy się ze sobą kłócą publicznie i recenzowanie publikują nawzajem.— moja prywatna refleksja po odłożeniu książki

Dlaczego ta książka jest groźna — i to nie metaforycznie

Nie używam słowa „groźna" lekko. Książki, które „nie polecam", są zwykle po prostu słabe. Ta jest co innego. Ta zachęca do podejmowania decyzji medycznych w oparciu o spisek — a decyzje medyczne, szczególnie te dotyczące dzieci, mają konsekwencje nieodwracalne. Pisałam już o bańkach jako wsparciu domowym — bańki to wspomaganie, nigdy zastępstwo medycyny. Pisałam też o rotawirusie z dwójką dzieci — tam jedyna droga ratunku to porządne leczenie, nawodnienie i czasem szpital.

Książka Mikovits wzmacnia odruch nieufności wobec instytucji medycznych — w sytuacji, w której one ratują dzieciom życie. To jest realny koszt książek tego typu. Konsekwencja takiej lektury w głowie zmęczonej mamy może być fatalna: wątpliwości co do szczepień obowiązkowych, rezygnacja z pediatry na rzecz „naturalnych metod" z grup facebookowych, odkładanie diagnostyki, bo „może to manipulacja". Widziałam takie historie wokół siebie. Niektóre kończyły się dobrze. Niektóre nie.

Pięć sygnałów ostrzegawczych — jak rozpoznać manipulację

Gdybym miała napisać do siebie z 2021 list, brzmiałby on tak: „Magdo, jeśli książka medyczna ma w tytule słowo «kłamstwa», sprawdź autora przed kupnem". Wszystkie tytuły z gatunku what they don't want you to know używają tych samych chwytów:

  • Tytuł zawiera słowa „prawda", „kłamstwa", „cenzura", „o czym milczą". Naukowcy tak nie tytułują książek — piszą Mechanizmy odpowiedzi immunologicznej, nie Czego ci nie powiedzą.
  • Autor opisuje siebie jako „uciszanego" i „prześladowanego". Sprawdź konkretnie — kto i kiedy. Zwykle okazuje się, że to nie cenzura, tylko negatywna recenzja albo wycofanie publikacji za błędy.
  • Brak dyskusji z kontrargumentami. Solidna popularnonauka rozważa „krytycy mówią X, mam na to taką odpowiedź". Książki manipulacyjne tę część pomijają.
  • Polecenia brzmią jak zaklęcia: „otwiera oczy", „każdy musi to przeczytać". Frazy emocjonalne, nie merytoryczne.
  • Trudność weryfikacji. Źródła pochodzą głównie z blogów i stron „alternatywnych", nie z bibliotek uniwersyteckich. Zamknięty system, który sam się potwierdza.

Co robić, gdy ktoś ci poleca taką książkę

Do dziś dostaję wiadomości od znajomych — „czytałaś? musisz, otworzy ci oczy". Odpowiadam spokojnie i konkretnie. Nie polemizuję wprost — bo polemika z osobą emocjonalnie zainwestowaną w książkę zwykle wzmacnia jej przekonanie. Mówię tylko: „Czytałam. Sprawdziłam pięć zarzutów Mikovits w niezależnych źródłach. Cztery były nieprawdziwe. Mogę pokazać ci źródła, jeśli chcesz".

Mam też jedną prostą radę. Jeśli ktoś poleca ci książkę o medycynie ze słowem „kłamstwa" w tytule — wpisz nazwisko autora w Google z dopiskiem „retraction", „court case" albo „debunked". Trzy minuty pracy. Mikovits wpisana w Google Scholar daje natychmiast informację o wycofanej publikacji w „Science". To wszystko, czego potrzebujesz.

Kogo zachęcam do czytania, a kogo nie

Tę książkę polecam tylko osobom, które chcą zrozumieć mechanizmy dezinformacji medycznej. Czytaj ją z ołówkiem. Notuj na marginesie „brak dowodu", „insynuacja", „odwrócenie ciężaru dowodu". Potraktuj jak kazus do studiowania, nie jak źródło. Wtedy ma sens. Jeśli zaczynasz książkę z otwartą głową w kwestii szczepień albo lecznictwa konwencjonalnego — odłóż ją. Sięgnij po porządną popularnonaukową pozycję napisaną przez immunologa, wirusologa albo pediatrę, gdzie mechanizmy odporności są wyjaśnione przy zachowaniu rzetelności źródeł. Tej książki napisać dobrze tutaj nie umiem — bo nie jestem ekspertką — ale w polskich bibliotekach naukowych są dziesiątki świetnych pozycji.

Jeśli ten temat cię interesuje, zerknij też na mój wpis o bańkach jako naturalnym wsparciu — tam jasno rozdzielam, co jest medycyną domową, a co medycyną właściwą. Polecam też mój tekst o czytaniu zamiast scrollowania — bo jednym z największych źródeł takich książek są dziś bańki facebookowe, w których wszyscy polecają sobie nawzajem te same tytuły. A jeśli chcesz przejść do lżejszej lektury po tej, naprawdę zasłużenie polecam mój wpis o angielskim kryminale na plażę. Lipiec, parawan, herbata mrożona, książka, w której morderstwo jest tylko pretekstem do podwieczorku. To jest literatura, na którą możesz dać się uwieść bez konsekwencji.

„Pandemia kłamstw" stoi nadal na mojej półce. Pokazuję ją czasem znajomym, którzy mówią „słyszeli, że warto". Otwieram na stronie, gdzie Mikovits manipuluje cytatem z e-maila Fauciego, pokazuję oryginał z archiwum NIH. Wzruszamy razem ramionami. Nie polecam — i dlatego nie polecam też książek, których podtytuł brzmi „prawda, której nie chcą, żebyś znała". Prawdy się nie pisze tak. Prawdę się sprawdza.

M
napisała Magda

Mama dwójki, autorka BlogMatki.pl

Mama dwójki, biegaczka-amatorka, kucharka z konieczności, fotograf z pasji. Piszę o codzienności bez filtra. Poznaj mnie bliżej →

Najczęstsze pytania

Czy warto przeczytać Pandemię kłamstw Judy Mikovits?

Nie polecam — z wyjątkiem osób, które chcą zrozumieć mechanizmy dezinformacji medycznej. Książka opiera się na powtarzalnych chwytach retorycznych: autoprezentacji jako ofiary spisku, łańcuchach insynuacji zamiast dowodów, odwracaniu ciężaru dowodu. Sprawdziłam pięć kluczowych zarzutów autorki w niezależnych źródłach (Science, Nature, NIH, fact-checkery) — cztery okazały się nieprawdziwe lub mocno zmanipulowane. Jeśli szukasz solidnej książki o pandemii i odporności, sięgnij po pozycje napisane przez czynnych immunologów lub wirusologów.

Kim jest Judy Mikovits?

Amerykańska byłą badaczka biomedyczna znana z artykułu w „Science" z 2009 sugerującego związek wirusa XMRV z zespołem chronicznego zmęczenia. Publikacja została wycofana w 2011 po tym, jak żadne niezależne badanie nie potwierdziło jej wyników. Mikovits miała następnie konflikt z byłymi pracodawcami, sprawy sądowe i obecnie funkcjonuje poza głównym nurtem nauki — głównie jako autorka książek o tematyce spiskowej. Te fakty łatwo sprawdzić w Google Scholar.

Jak rozpoznać książkę z manipulacją medyczną?

Pięć sygnałów ostrzegawczych: 1) tytuł zawiera słowa „prawda", „kłamstwa", „cenzura"; 2) autor przedstawia siebie jako „uciszanego" lub „prześladowanego"; 3) brak dyskusji z kontrargumentami w tekście; 4) recenzje brzmią jak zaklęcia („otwiera oczy", „każdy musi przeczytać") zamiast merytorycznych ocen; 5) źródła trudne do weryfikacji w bibliotekach naukowych — głównie blogi i strony „alternatywne". Jeśli choć trzy z pięciu się zgadzają — zostaw książkę na półce.

Co odpowiedzieć osobie, która poleca mi taką książkę?

Spokojnie i konkretnie, bez emocji. Polemika frontalna zwykle wzmacnia przekonanie polecającego — działa przekora. Dobrze sprawdza się formuła: „Czytałam. Sprawdziłam X zarzutów autora w niezależnych źródłach. Y było nieprawdziwych. Dlatego nie polecam. Mogę pokazać ci konkretne źródła, jeśli chcesz". Niektóre osoby chcą się dowiedzieć więcej — wtedy warto rozmawiać. Niektóre nie chcą — wtedy nie ma sensu nalegać. Nikt nie zmieni przekonań pod presją, zmienia je tylko własna refleksja przy kontakcie z faktami.

Dlaczego książki antyszczepionkowe są tak popularne?

Bo dotykają realnych emocji rodziców: lęku, zmęczenia, podejrzliwości wobec instytucji, potrzeby kontroli nad zdrowiem dziecka. To wszystko są uzasadnione uczucia, których system zdrowia często nie obsługuje dobrze (krótkie wizyty, brak czasu lekarza, sprzeczne komunikaty). Książki tego typu wchodzą w tę przestrzeń z prostą narracją — „są oni, którzy ukrywają prawdę, a ja ci ją podam". Prosta narracja zawsze zwycięża z rzetelną, ale skomplikowaną. Dlatego trzeba czytać z głową — i sprawdzać autorów.

Jaka jest różnica między krytyczną dyskusją a teorią spiskową w książkach medycznych?

Krytyczna dyskusja opiera się na konkretnych badaniach, nazwiskach autorów, datach, czasopismach z recenzją naukową. Może krytykować decyzje WHO, polityki zdrowotne, big pharmę — na konkretach, z odwołaniem do publikacji. Teoria spiskowa operuje uogólnieniami („oni", „establishment", „wielkie korporacje"), nie podaje weryfikowalnych źródeł, odwołuje się do emocji, a wszystkich krytyków uznaje za część spisku. Pierwsza buduje wiedzę, druga ją niszczy. Książka Mikovits niestety wpada do drugiej kategorii — choć udaje pierwszą.