Cała historia zaczęła się od mojej siostry. Wpadła do nas w lutym z pomysłem: „Zapisuję cię na półmaraton, październikowy, w naszym mieście, niech ci się wreszcie odechce gadania, że kiedyś pobiegniesz". Roześmiałam się, otworzyłam wino, machnęłam ręką. Trzy dni później przyszedł mejl z potwierdzeniem opłaty startowej, której nie da się zwrócić. Tak zaczęła się moja przygoda z dystansem 21,0975 kilometra.
Dziś, kilka miesięcy po pierwszej mecie, próbuję spisać wszystko, co wiem — bo jak przebiec pierwszy półmaraton z dwójką dzieci w domu, mężem na zmianach i wiecznym poczuciem, że dnia jest za mało, jest pytaniem, na które nie znalazłam wówczas żadnej sensownej odpowiedzi w internecie. Wszystkie plany zakładały, że masz osiem godzin snu, dietetyka i trenera. Ja miałam pół godziny po położeniu dzieci spać i parę przeciekających butów. I jakoś się udało.
Od zera do dychy — pierwsze 6 tygodni
Zaczynałam od kompletnego zera. Ostatni regularny ruch to były wuef-y w liceum. Plan, który ułożyłam, zakładał na początku trzy treningi tygodniowo po 30 minut. Pierwsze dwa tygodnie to było 1 minuta biegu, 2 minuty marszu, powtarzane 8 razy. Brzmi śmiesznie? Po pierwszym takim treningu nie mogłam zejść po schodach do dzieci na śniadanie.
Klucz, którego musiałam się nauczyć boleśnie: nie szybciej, niż wytrzyma najgorsze ogniwo łańcucha. U mnie najsłabsze były kostki i mięśnie łydki. Próba zwiększenia tempa zbyt wcześnie skończyła się tygodniem ze ścięgnem Achillesa, którego dotąd nawet nie umiałam zlokalizować na mapie ciała.
Po szóstym tygodniu byłam w stanie przebiec 5 km bez zatrzymywania. Po dziewiątym zrobiłam pierwszą dychę. Jeśli zastanawiasz się, jak przebiec 10 km jako pierwszy poważny dystans, możesz to robić nawet trzy miesiące przed półmaratonem. Dycha nie jest celem — jest sprawdzianem, że bazowa wytrzymałość jest. 10 kilometrów to połowa walki, dosłownie i metaforycznie.
12 tygodni do półmaratonu — jak ułożyłam swój plan
Gotowych planów w internecie są tysiące. Mój własny zlepiłam z trzech: amerykański „Hal Higdon Novice 2", polski plan z forum biegowego i własne modyfikacje wynikające z tego, że wieczorem i tak by mi nikt nie pozwolił biegać. Wyglądał tak:
- Poniedziałek — bieg spokojny 5–8 km (rano przed pracą).
- Środa — interwały albo bieg tempowy 6–10 km.
- Sobota — long run: zaczynałam od 8 km, kończyłam na 18 km.
- Wtorek/czwartek — krótkie marsze z dzieciakami, regeneracja.
- Niedziela — święte odpoczynki. Bez wyjątków.
Na pytanie jak często można biegać półmaraton — czyli jak często trening pod 21 km — odpowiedź u początkujących brzmi: trzy treningi biegowe tygodniowo wystarczą. Cztery to maksimum, jeśli ciało wytrzymuje. Pięć to droga do kontuzji.
W programie były też dwa biegi-testy: po 6 tygodniach 10 km na czas, po 10 tygodniach 16 km w tempie półmaratońskim. Oba zaliczyłam, oba bolały, oba pokazały mi, że ciało rzeczywiście się adaptuje, choć głowa nie zawsze chce w to uwierzyć.
Mokre buty październikowe i lekcja pokory
Jedna scena z tych 12 tygodni została mi w głowie na zawsze. Sobota, połowa września, drugi z najdłuższych treningów: 18 kilometrów. Wyszłam z domu o szóstej rano, ubrana w nieodpowiednie ubranie. Po 4 km zaczęło padać. Po 8 km miałam mokre skarpetki. Po 12 km każdy krok bolał, bo skóra na palcach zaczęła się obcierać o przemoczone tkaniny. Dotarłam do domu w stanie histerii i wypiłam dwa kubki kakao na zmianę z herbatą.
Lekcja: buty trzeba mieć dobre, sprawdzone, znoszone, ale nie zniszczone. Sprzęt to nie luksus, to inwestycja we własną skórę. I — co ważne — zawodów nie biega się w nowych butach. Nigdy. Wszystko, co masz na sobie na starcie, musi być przebiegane minimum 100 km.
Domowy izotonik i lodówka pełna kompromisów
Kwestia odżywiania w domu z dwójką małych dzieci to osobna saga. Nauczyłam się, że nie potrzebuję żadnych proteinowych proszków i drogich żeli. Potrzebuję dobrze ugotowanego rosołu w lodówce raz w tygodniu, owsianki rano (z bananem, masłem orzechowym i miodem) oraz domowego izotoniku, który robię w pięć minut z czterech składników. Sklepowe były dla mnie zbyt słodkie i kosztowały tyle, że co trening ważyłam, czy mnie naprawdę stać.
Przed długimi treningami jadłam śniadanie 2,5 godziny przed startem: owsianka albo dwie kanapki z masłem orzechowym i miodem. W trakcie — woda i izotonik na zmianę co 15 minut. Po — banan i kanapka z hummusem, w ciągu 20 minut od zatrzymania. Posiłki potreningowe to nie kwestia formy — to kwestia bycia przyzwoitą rodzicielką w pozostałe godziny dnia.
Trzy największe błędy, które ja sama popełniłam
Gdybym miała komuś dać tylko trzy rady, byłyby to te:
- Zbyt szybko na początku biegu. Każdy znawca mówi „nie odlatuj na starcie", a każdy nowicjusz to robi. Cena: ostatnie 3 kilometry były piekłem.
- Zbyt mało wody w trakcie treningów. Półmaraton w październiku to chłód, więc człowiek myśli, że nie potrzebuje pić. Pomyłka życia.
- Zbyt nowe buty na zawodach. Patrz wyżej: bolesna lekcja, której nie chciałam się nauczyć w teorii.
Do tej trójki dorzuciłabym jeszcze jeden — zbyt mało snu. Przy treningu wytrzymałościowym sen to podstawowy element regeneracji. Tygodnie, w których spałam mniej niż 6 godzin, były tygodniami, w których biegało mi się gorzej, mięśnie bolały dłużej, a humor pikował.
Suplementacja i posiłki — tyle, ile naprawdę potrzeba
Nie biorę proszków proteinowych, BCAA ani kreatyny. Biorę natomiast trzy rzeczy: magnez (wieczorem), witaminę D3 (przez całą zimę), żelazo (gdy pokazuje, że spada — bo u kobiet biegających często spada). Plus kompleks B w okresach wzmożonych obciążeń.
Reszta to dieta. Dużo warzyw, dwa razy w tygodniu ryba, raz na tydzień mięso, codziennie kasza albo ryż albo płatki. Banany jako paliwo. Wszystko inne to przekonywanie samej siebie, że jestem profesjonalistką. A nie jestem — jestem mamą, która biega.
Ostatnie 3 kilometry — czyli najtrudniejsze 18 minut mojego życia
Dzień startu był przepiękny — chłodny, słoneczny, październikowy. Stanęłam w grupie z planowanym czasem 2:15 i pobiegłam — za szybko, jak każdy nowicjusz. Pierwsze 10 kilometrów minęły jak w transie: muzyka w słuchawkach, kibice, dzieci z mężem na 8. kilometrze z kartką „Mama jesteś bombą" (literówka, ale się rozczuliłam). Kilometr 15 to było jeszcze normalnie. Kilometr 17 — ściana.
Nigdy wcześniej nie wiedziałam, czym jest ściana w bieganiu. To moment, w którym zapasy glikogenu się kończą, mięśnie odmawiają posłuszeństwa, a głowa zaczyna szeptać, że można zwolnić, można odpaść, można usiąść na trawniku. Ostatnie 3 kilometry biegłam tempem wolniejszym niż jakikolwiek mój trening w ostatnich trzech miesiącach.
Metę przekroczyłam w czasie 2:18:42. Trzy minuty wolniej, niż planowałam. Nie obchodziło mnie to ani trochę. Płakałam jak dziecko, mąż mnie przytulił, córka pytała, czemu mama smutna, a ja umiałam odpowiedzieć tylko: „bo mama szczęśliwa".
Co zrobić tydzień przed startem
Krótka lista, którą napisałam sobie na lodówce. Tydzień przed półmaratonem:
- Zmniejsz objętość treningów o połowę. Wszystko, co umiesz, już umiesz.
- Pij więcej wody — dwa litry minimum dziennie.
- Nie zaczynaj diety. Jedz to, co jadałaś przez ostatnie 12 tygodni.
- Wieczorem przed startem połóż na łóżku komplet: koszulkę, spodenki, skarpetki, buty, numer startowy, agrafki.
- Kolacja prosta, znana. Makaron z sosem pomidorowym. Bez eksperymentów.
- Sen. Choćby krótki, ale spokojny.
A potem już tylko stań na starcie, posłuchaj swoich nóg i pobiegnij swoim tempem. Nie cudzym. Twoja pierwsza meta to nie wyścig — to deklaracja. Jeżeli kiedyś się wahasz, czy się zapisać, poznaj mnie lepiej — i wiedz, że jeśli ja, mama dwójki, biegam półmaratony, ty też możesz.
Najczęstsze pytania
Jak przebiec pierwszy półmaraton bez kontuzji?
Daj sobie minimum 12 tygodni przygotowań, jeśli regularnie biegasz, lub 16–20 tygodni, jeśli zaczynasz od zera. Kluczowe zasady: zwiększaj tygodniową objętość maksymalnie o 10%, włóż w plan dwa tygodnie regeneracyjne, nie biegaj w bólu, miej dobrze dobrane, sprawdzone buty i spij minimum 7 godzin. Najczęstsze kontuzje początkujących to ścięgno Achillesa i kolano biegacza — biorą się ze zbyt szybkiego zwiększania kilometrażu.
Jak często można biegać półmaraton?
Przy treningu — pełny dystans 21 km bardzo rzadko, dwa, maksymalnie trzy razy w trakcie 12-tygodniowego cyklu. Trening półmaratonu dla początkujących opiera się na biegach do 16–18 km. Sam start na półmaratonie — początkujący biegacze powinni dawać organizmowi minimum 6–8 tygodni przerwy między dwoma startami na tym dystansie, weterani — minimum 4 tygodnie. Nie więcej niż 4 półmaratony w roku w pierwszym sezonie.
Czy mogę przebiec półmaraton, jeśli umiem przebiec 10 km?
Tak, ale potrzebujesz przynajmniej 8 tygodni dodatkowego treningu ze stopniowym zwiększaniem dystansu. Dycha to ok. 47% półmaratonu, więc to dobry punkt wyjścia. Plan zakłada trzy biegi tygodniowo z jednym długim biegiem w sobotę (8 → 10 → 12 → 14 → 16 → 18 → 16 km i tydzień regeneracyjny przed startem).
Co jeść przed pierwszym półmaratonem?
Wieczór wcześniej: lekka kolacja z węglowodanami złożonymi (makaron z lekkim sosem, ryż, kasza), bez eksperymentów. Dzień startu: śniadanie 2,5–3 godziny przed startem — owsianka z bananem i miodem, kanapki z masłem orzechowym albo płatki z mlekiem. 30 minut przed: banan i mała kawa, jeśli masz to w nawyku. W trakcie biegu: woda na każdym punkcie, izotonik co drugi (na 21 km wystarczą 2–3 łyki izotoniku łącznie).
W jakich butach pobiec pierwszy półmaraton?
W tych samych, w których trenowałaś przez ostatnie 12 tygodni. Nigdy w nowych. Buty muszą mieć przebiegane minimum 80–100 km i nie więcej niż 600 km łącznie. Powinny być z amortyzacją typu „daily trainer" (np. modele neutralne dla biegaczy o przebiegu 30–60 km tygodniowo). Sklepy biegowe robią test pronacji — warto zrobić raz, żeby wiedzieć, czego szukać.
Co zrobić, gdy boli mnie kolano lub mięsień podczas treningu?
Złota zasada: jeśli boli w trakcie biegu, ale po 5 minutach mija — biegnij dalej spokojnie. Jeśli boli silnie i nasila się — zatrzymaj się natychmiast. Jeśli boli dzień po treningu w ten sposób, że utykasz — odpuść 3–5 dni, zrób zimne okłady, weź magnez i odwiedź fizjoterapeutę. Sportowiec amator nie powinien biegać przez ból. Kontuzja zignorowana w drugim tygodniu wyłącza z biegania na drugi miesiąc.