Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, kiedy moja koleżanka Aśka zaproponowała morsowanie, brzmiała mniej więcej „czy ty zwariowałaś". Druga — „po co mi to". Aśka jest jedną z tych osób, które mają w sobie energię trzech kobiet i wszystko, czego się dotkną, zaczyna się dziać. Trzy lata wcześniej namówiła mnie na bieganie. Rok wcześniej — na rajd rowerowy z dziećmi przez Bieszczady. Wiedziałam, że jak Aśka mówi „jedziemy w sobotę o szóstej rano", to nie ma o czym dyskutować — można tylko kupić ręcznik.
Dziś, po kilku miesiącach regularnego (z przerwami) wchodzenia do zimnej wody, próbuję spisać szczerze, co o tym myślę. Nie jako mors-fanatyczka, nie jako sceptyczka, tylko jako mama dwójki, która znalazła w tym coś dla siebie — ale też nauczyła się, kiedy sobie odpuścić.
Pierwsze wejście — krzyk, który wystraszył kaczki
Była pierwsza sobota grudnia. Temperatura powietrza 2 stopnie, temperatura wody w jeziorze obok naszego miasta — 3,8 stopnia (Aśka miała termometr i pokazywała mi wynik z miną dziecka pokazującego prezent pod choinką). Stałam na pomoście w kąpielówkach i klapkach, czapce na głowie i z buzią, której nie potrafiłam ułożyć w żadnym normalnym wyrazie.
Aśka weszła pierwsza, krzycząc, ale w sposób kontrolowany — wydech, wdech, „chodź, kobieto, rusz się". Weszłam. Nie da się opisać tego pierwszego momentu. Świat się zatrzymał, oddech się zatrzymał, w głowie zostało jedno zdanie krzyczane ze wszystkich stron: „WYJDŹ STĄD WYJDŹ STĄD WYJDŹ STĄD". Ale Aśka stała przy mnie, trzymała mnie za dłoń i powtarzała „wydech, kobieto, wydech". Po dwudziestu sekundach poczułam, że oddech wraca. Po minucie — że to jest do zniesienia. Po dwóch minutach — że ciało zalewa mnie ciepło od środka, którego nie znam z normalnego życia.
Wyszłyśmy po trzech minutach. Stojąc w klapkach na śniegu — pierwszy raz w życiu poczułam, że jestem w pełni obecna w swoim ciele. Nie myślałam o dzieciach, nie myślałam o pracy, nie myślałam o niczym. Po prostu byłam. Aśka spojrzała na mnie i się roześmiała: „No i co, mówiłam ci?". Tak, mówiłaś.
Po co mi to było — szczera odpowiedź po kilku miesiącach
O morsowaniu można czytać dziesiątki artykułów: o spalonej tłuszczu, wzmocnionej odporności, lepszej cyrkulacji, endorfinach, melatoninie, BDNF, hartowaniu, mitochondriach. Wszystko prawda, wszystko ważne. Ale dla mnie, jako mamy dwójki w wieku 35 lat, najważniejsze były dwie rzeczy.
Pierwsza — moment dla siebie raz w tygodniu, na który nikt nie ma wpływu. Sobota rano, godzina szósta, dzieci śpią, M. śpi. Ja, Aśka, samochód, jezioro, ręcznik, termos, pół godziny w zimnie, dwie godziny rozmów na pomoście. To wystarcza, żeby cały tydzień znieść lżej. Druga — odporność, ale nie ta z folderów reklamowych. Po pół roku morsowania zauważyłam, że wracam z każdej imprezy dziecięcej zdrowa. Że jak złapię katar, to mija po dwóch dniach, nie po dziesięciu. Czy to morsowanie? Czy to splot okoliczności? Nie wiem na 100%. Ale obserwacja jest stała.
O odporności mamy w okresie infekcyjnym pisałam zresztą tutaj szerzej — morsowanie to dla mnie jeden z elementów, ale nie jedyny.
Morsowanie a okres — temat, którego nie znalazłam w internecie
Kiedy zaczynałam, wszystkie poradniki mówiły „słuchaj swojego ciała", ale żaden nie mówił, jak go słuchać w pierwszych dniach miesiączki. Po kilku miesiącach mam już własne zdanie. Pierwszy i drugi dzień okresu — odpuszczam całkowicie. I to nie jest kwestia przesądu, tylko fizjologii: organizm w tych dniach pracuje na zwiększonych obrotach, ma niższą tolerancję bólu, naczynia krwionośne pracują inaczej, a stres termiczny może nasilać skurcze.
Trzeci–piąty dzień okresu — wchodzę, ale skracam czas o połowę. Maksymalnie minuta zamiast dwóch-trzech. I tylko jeśli czuję się dobrze. Jeżeli mam zawroty głowy, słabość, anemię (bywa) — odpuszczam całkowicie.
Kilka morsujących koleżanek ma podejście inne — wchodzą cały cykl bez przerwy. To kwestia indywidualna. Klucz to nie heroizować. Morsowanie to nie zawody w wytrzymałości menstruacyjnej. Jeśli czujesz, że ciało protestuje — wysłuchaj go.
Katar po morsowaniu — czy to oznacza, że robię coś źle?
To pytanie, które dostałam od koleżanki, której zaczęłam polecać morsowanie. Po pierwszym wejściu wstała z kataru i napisała mi „chyba mi nie służy". Odpowiedź jest niejednoznaczna.
Katar po morsowaniu może mieć trzy źródła. Pierwsze — naturalna reakcja błony śluzowej nosa na chłód, mija po godzinie i nie jest infekcją. Drugie — zaczynająca się infekcja, której nie wyczułaś przed wejściem (jeśli rano czułaś się gorzej, nie powinnaś była wchodzić). Trzecie — szok termiczny u osoby, która weszła do zbyt zimnej wody zbyt szybko (od zera do 30 sekund w wodzie 2-stopniowej to nie jest dobry pomysł). U mnie zdarzało się raz na 20 wejść — uznawałam za reakcję błony śluzowej, profilaktycznie zwalniałam tempo na tydzień. Ważne: jeżeli rano czujesz się gorzej, masz zatkany nos, ból gardła, gorączkę — nie wchodzisz, koniec dyskusji. Sezon nie ucieknie.
Jak długo siedzieć w zimnej wodzie
To zależy od stopnia wytrenowania i temperatury wody. Dla początkujących: w wodzie 5-10°C zaczynaj od 30 sekund, dochodź do 2 minut po 4-6 sesjach. W wodzie 0-5°C — maksymalnie 1-2 minuty na początku, do 3 minut po pół roku. Nigdy nie przekraczaj 5 minut, niezależnie od tego, jak komfortowo się czujesz.
Moja własna zasada (po pół roku): 2 minuty w wodzie poniżej 4°C, 3 minuty w wodzie 5-8°C. I obserwuję trzy sygnały do natychmiastowego wyjścia: drętwienie palców rąk lub stóp, niemożność spokojnego oddychania, dygotanie ramion. Każdy z tych sygnałów = wyjście, niezależnie od tego, ile minut zostało zaplanowane.
Co robić po wyjściu z wody
Tu jest prawdziwy sekret morsowania, którego nikt nie pokazuje na Instagramie. Trzy pierwsze minuty po wyjściu są ważniejsze niż samo wejście.
- Owinąć się grubym, suchym ręcznikiem natychmiast.
- Założyć ciepłe ubranie warstwowo: sweter, kurtkę, czapkę, ciepłe skarpety, buty. Nigdy nie stać w klapkach na śniegu po wyjściu.
- Wypić od razu szklankę gorącej herbaty z imbirem albo cytryny i miodu (mam termos zawsze ze sobą).
- Ruszać się — krótki, energiczny spacer 10 minut po wyjściu pomaga odzyskać normalną temperaturę.
- W ciągu pół godziny zjeść coś ciepłego — owsiankę, zupę, jajecznicę. Coś, co zawiera tłuszcz i białko.
Nigdy gorącego prysznica natychmiast po wyjściu! Szok termiczny w drugą stronę jest dla naczyń krwionośnych równie obciążający. Letni prysznic dopiero 30-40 minut po powrocie do domu, kiedy ciało odzyska swoją bazową temperaturę.
Od jakiego wieku można brać dziecko
Pytanie, które dostaję najczęściej. Moje dzieci nie morsują. Punktem. Czasami chodzą z nami na pomost, oglądają, rzucają kamyki w wodę, ale do wody nie wchodzą.
Zasady z literatury są takie: dzieci poniżej 12 lat — nie morsują. Ich termoregulacja jest niedojrzała, ryzyko hipotermii znacznie wyższe niż u dorosłych. Dzieci 12-15 lat — tylko za zgodą i z asystą rodzica, w wodzie powyżej 5°C, maksymalnie 30 sekund. Powyżej 15. roku życia — tak samo jak dorośli, ze stopniowym wprowadzaniem.
U mnie temat wraca raz na rok, kiedy córka pyta „mamo, czemu ja nie mogę?". Tłumaczę uczciwie. Bo twoje ciało jeszcze rośnie, zimna woda nie pomaga ciałom rosnąć. Akceptuje. Po latach też wejdzie, jeśli zechce. Nie jest moim celem stworzenie morsujących dzieci. Jest moim celem stworzenie dzieci, które rozumieją, że dorośli też mają swoje dziwne pasje i mają do nich prawo.
Morsowanie za i przeciw — moje uczciwe podsumowanie
Za — moment dla siebie raz w tygodniu, lepsza odporność (subiektywnie!), lepszy sen po sesji, fenomenalne endorfiny przez 6-8 godzin, nowe znajomości (społeczność morsująca jest jedną z najmilszych, jaką znam), poczucie sprawczości w zimowych miesiącach, kiedy łatwo wpaść w doła. Plus — dyscyplina mentalna, której nauczyłam się przy bieganiu, działa też w wodzie. Jedno zasila drugie.
Przeciw — wymaga dyscypliny i regularności (jedno wejście raz na miesiąc nic nie da), wymaga partnera bezpieczeństwa (nigdy sama!), nie nadaje się dla osób z chorobami serca, nadciśnieniem niekontrolowanym, ciężarnych, dzieci, ciężko chorych. Wymaga też porządnego sprzętu (gruby ręcznik, termos, ciepłe ubranie). I — w przypadku mojej Aśki, która ma męża sceptyka — wymaga negocjacji rodzinnej.
Dla mnie bilans jest pozytywny, ale wiem, że dla wielu osób nie będzie. To nie jest aktywność uniwersalna. To jest aktywność dla tych, którzy mają w sobie kawałek wewnętrznego buntu i potrzebę, żeby raz w tygodniu zrobić coś, co nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia poza „chcę".
A jak już wracam z morsowania, robię sobie domowy izotonik z miodem i cytryną — bo elektrolity po szoku termicznym też są ważne, choć mało kto o tym mówi.
Najczęstsze pytania
Czy można morsować podczas okresu?
Pierwszy i drugi dzień miesiączki — odpuść. Organizm pracuje wtedy na zwiększonych obrotach, naczynia krwionośne reagują inaczej na stres termiczny, a tolerancja bólu spada. Trzeci-piąty dzień — można wejść, ale skróć czas o połowę i obserwuj uważnie sygnały ciała (zawroty głowy, słabość = wychodzisz). Niektóre morsujące kobiety wchodzą cały cykl, ale to kwestia indywidualna. Ważne, żeby nie heroizować — sezon nie ucieknie.
Dlaczego dostaję kataru po morsowaniu?
Trzy najczęstsze przyczyny: (1) naturalna reakcja błony śluzowej nosa na chłód — mija po godzinie, to nie infekcja. (2) Zaczynająca się infekcja, której nie wyczułaś przed wejściem — nie wchodź, jeśli rano czujesz się gorzej. (3) Szok termiczny u osoby, która weszła zbyt szybko do bardzo zimnej wody — wchodź wolniej, daj sobie 30 sekund na adaptację. Jeżeli masz katar przy każdym wejściu, zwolnij tempo treningu lub zrób przerwę 1-2 tygodnie.
Jak długo siedzieć w zimnej wodzie?
Dla początkujących w wodzie 5-10°C: 30 sekund na początku, do 2 minut po 4-6 sesjach. W wodzie 0-5°C: maksymalnie 1-2 minuty na początku, do 3 minut po pół roku regularnego morsowania. Nigdy nie przekraczaj 5 minut, niezależnie od samopoczucia. Wyjdź natychmiast, jeśli zaczynają drętwieć palce, nie możesz spokojnie oddychać albo trzęsą ci się ramiona.
Od ilu lat dziecko może morsować?
Dzieci poniżej 12 lat — nie morsują. Ich termoregulacja jest niedojrzała i ryzyko hipotermii znacznie wyższe niż u dorosłych. Dzieci 12-15 lat — tylko za zgodą rodzica, z asystą, w wodzie powyżej 5°C, maksymalnie 30 sekund. Od 15. roku życia — jak dorośli, ze stopniowym wprowadzaniem. Moje dzieci (7 i 4 lata) chodzą ze mną na pomost obserwować, ale do wody nie wchodzą.
Co jeść po morsowaniu?
Pierwsze 5 minut po wyjściu: gorąca herbata z imbirem albo z cytryną i miodem (mam termos zawsze ze sobą). W ciągu 30 minut: ciepły posiłek z białkiem i tłuszczem — owsianka z masłem orzechowym, jajecznica, zupa krem. Pomidorówka z makaronem to klasyk u nas po sobotnim morsowaniu. Unikaj zimnych smoothie, zimnych soków i alkoholu (rozszerza naczynia, oszukuje termoregulację). Domowy izotonik z miodem i cytryną też pomaga uzupełnić elektrolity.
Ile razy w tygodniu warto morsować?
Dla efektów zdrowotnych — 1-2 razy w tygodniu wystarczy. Codzienne morsowanie nie daje większych efektów, a obciąża układ odpornościowy i naczyniowy. Mój rytm: raz w tygodniu w soboty rano. W szczycie sezonu (styczeń-luty) czasem dwa razy. Ważniejsza od częstotliwości jest regularność — jedno wejście raz na miesiąc nic nie da, dwa razy w tygodniu przez 4 miesiące już dadzą widoczne efekty.