Motywacja 12 kwietnia 2025 7 min czytania 1 565 wyświetleń

Najlepsza inwestycja — czyli dlaczego oddałam pieniądze za buty, bilety i wakacje

Październik, kuchenny stół, pusty notes, długopis i pytanie: gdzie zaparkować nadwyżkę z miesiąca. Lokata, fundusz, akcje, ETF? Po godzinie kalkulacji popatrzyłam na siebie z drugiego końca stołu i pomyślałam — jakąż my głupotę robimy, że nie liczymy najlepszej inwestycji w naszym życiu.

M
Magda
autorka BlogMatki.pl
Drewniany stół z butami biegowymi, albumem rodzinnym, biletami i kubkiem kawy w ciepłym świetle

Październik, sobotni wieczór, dzieci śpią, M. zrobił herbatę, ja wyciągnęłam notes. Mieliśmy poważną rozmowę o pieniądzach. Po raz pierwszy od pewnego czasu wyszliśmy z miesiąca na plus — naprawdę na plus, nie po zaokrągleniu, nie po cudach księgowych, tylko realnie z pewną kwotą do dyspozycji. Niedużą — ale taką, która zasługiwała na decyzję, zamiast tradycyjnego rozpłynięcia się na codzienne drobiazgi.

M. powiedział „może lokata, najpewniej?". Ja popatrzyłam w internet, „obligacje skarbowe ostatnio dają 6,75%". Podyskutowaliśmy o funduszach inwestycyjnych. O ETF-ach. O tym, że córka ma za 11 lat studia, syn za 14, że trzeba pomyśleć o czymś poważnym. Notatka pełna była cyfr, procentów, scenariuszy. A ja czułam, jak coraz bardziej drętwieję.

Odłożyłam długopis i powiedziałam M.: „Słuchaj, chwila. Zanim wsadzimy to do funduszu — jak długo my nie byliśmy razem, we czwórkę, na żadnych prawdziwych wakacjach?". M. zatkało. Liczyliśmy. Trzy lata. Ostatnie prawdziwe wakacje to było lato przed pandemią. Potem jakieś weekendy, jeden tydzień u rodziców, dwa razy nad Bałtykiem na cztery dni. Ale takich, naprawdę-tygodniowo-poza-domem, z nieprzytomnym kładzeniem dzieci spać o północy w hotelu i z popołudniami nad morzem — trzy lata.

Co stoi w naszej skarbonce — pierwsza inwentaryzacja

Gdy zaczęłam liczyć, ile mamy prawdziwych skarbów w naszym domu — okazało się, że budżet, który mieliśmy zaplanować na fundusze, miałby pokryć rzeczy, które są na końcu listy potrzeb naszych. Bo skarbonki domowe są po cichu, a my o nich zapominamy w momentach, gdy patrzymy na excel z pieniędzmi.

  • Album rodzinny z lat 2019-2022 — niedokończony. Brakuje zdjęć z dwóch wycieczek, dwóch świąt i pierwszej Komunii córki (której jeszcze nie było, ale za rok). Wartość: bezcenna, koszt: 350 zł na wydruk plus 5 godzin mojego czasu.
  • Buty biegowe — moje obecne mają 1200 km na liczniku. Powinnam je zmienić, bo zaczynają mnie bolić kolana. Koszt nowych: 400-500 zł.
  • Bilety do teatruM. nigdy w życiu nie był w teatrze ze mną od czasu, gdy się poznaliśmy 13 lat temu. Trzynaście lat. Bilet na dobry spektakl: 80-150 zł.
  • Książki — nasz ulubiony lokalny antykwariat zamyka się w styczniu. Możemy kupić sobie po 10 książek z półek, które chcemy zabrać. Koszt: do 200 zł.
  • Tygodniowe wakacje na Mazurach w czerwcu — domek nad jeziorem dla czterech osób, z kuchnią. Koszt: 2400 zł na tydzień.
  • Dobry kubek na kawę — ten, w którym piję od ślubu, ma odprysk i odprysk się powiększa. Koszt nowego, ładnego: 70 zł.
  • Jednodniowy wypad na koncert dla M. w Krakowie — jego ulubiona kapela gra w marcu, bilet 250 zł, transport 200 zł, plus jedna noc w tanim hostelu 150 zł. Razem 600 zł, dla niego, sam-jeden, bez dzieci.

Przeczytałam tę listę M. Patrzył chwilę. Powiedział „a wiesz co, my możemy z naszej nadwyżki sfinansować wszystko z tej listy w ciągu pół roku". Liczymy. Wszystko, łącznie z wakacjami na Mazurach. Nie zostanie wtedy do funduszu.

Zapytałam: „Ale czy mamy zostawić coś do funduszu?". M. odpowiedział: „Magda, na fundusze będzie czas, jak już zrobimy te wszystkie rzeczy. Bo wiesz co? Te wszystkie rzeczy z listy funduszem. Tylko innym". I miał rację.

Co to znaczy — fundusz wspomnień, fundusz zdrowia, fundusz relacji

Do wieczoru rozegraliśmy temat na trzy kolumny w notesie. Trzy fundusze, które są równie ważne jak fundusz emerytalny, ale których nikt nie nazywa funduszami w mediach finansowych.

Fundusz wspomnień. Wakacje, koncerty, teatr, książki, fotografie. Pieniądze włożone w doświadczenia, które za 10 lat będziemy wspominać z dziećmi przy stole „pamiętasz, jak na Mazurach Felek pierwszy raz złowił rybę i potem płakał, że trzeba ją wypuścić?". Tego nie kupisz wstecznie, choćbyś miał najwyższe stopy zwrotu na akcjach. Wakacji w czerwcu z dziećmi 7 i 4 lata nie da się odzyskać, gdy będą miały 17 i 14 lat.

Fundusz zdrowia. Buty biegowe, dobre buty zimowe, masaż raz na pół roku, badania okresowe, dentysta nie tylko na ratunek, suplementy. Pieniądze włożone w to, że za 20 lat będę chodzić sama, a nie z laską. To jest najgorzej zwracający się fundusz na pierwszy rzut oka, bo nie widać efektu od razu — ale po 30 latach widać każdy zaniedbany ząb i każde zignorowane biodro. M. dorzucił do tej kolumny „dwa razy w roku do okulisty, bo wiem, że odkładam". Dorzuciłam „buty biegowe co 800 km, nie co 1500".

Fundusz relacji. Wieczór tylko z M. w kinie raz w miesiącu (60-100 zł), wyjazd dla mnie samej z koleżanką raz w roku (300-400 zł), kolacja z rodzicami w restauracji raz na kwartał (150 zł), jednodniowy wyjazd dla M. na koncert sam-jeden, jednodniowy wyjazd dla mnie samej do SPA. Pieniądze włożone w to, że ludzie wokół nas są — w stanie, w jakim chcemy, żeby byli. Najtrudniej tu coś zmienić, bo każde wydanie wydaje się „egoistyczne" lub „niepotrzebne", gdy w domu są dzieci. Egoistyczne nie jest. Niezbędne jest.

Niektóre z tych rzeczy pisałam też w wpisie o docenianiu tego co masz — tam jest podobna myśl, ale z perspektywy drobiazgów codziennych. Tutaj chodzi o większe gesty, większe decyzje, ale ten sam filtr percepcji: co tak naprawdę zostaje z nas, gdy mija rok.

Pieniądze nie zniknęły — zamieniły się w innych skarby

Najciekawszy moment przyszedł w marcu, gdy zrobiliśmy bilans. Półroczne pieniądze z naszej nadwyżki rzeczywiście poszły w te wszystkie pozycje z listy. M. pojechał na ten koncert do Krakowa — wrócił z taką twarzą, jakby miał znowu 25 lat i pierwszą trasę z kapelą szkolną. Ja kupiłam buty biegowe i kolano przestało mnie boleć w trzeci tydzień. Album rodzinny stoi w salonie, dzieci go przeglądają co tydzień. Bilety do teatru M. dostał ode mnie na Walentynki — „Lalka" w Teatrze Polskim. Wakacje na Mazurach mamy zarezerwowane na 14-21 czerwca.

Ile zostało w funduszu? Nic. Ale gdy patrzę na to, co zostało w domu, w nas, w kalendarzu — pieniądze nie zniknęły. Zamieniły się w inną walutę. Walutę wspomnień, zdrowia, relacji. I ta waluta, w odróżnieniu od pieniędzy, nie traci na inflacji — wręcz odwrotnie. Wspomnienie z wakacji 2024 za 10 lat będzie warte więcej niż dziś, bo będzie nasycone tęsknotą. Buty biegowe za rok przestaną być butami, ale dadzą mi rok przebiegnięty bez bólu kolana, którego inaczej bym nie miała.

Pieniądze, których nie zamieniłeś w wspomnienia, w zdrowie i w relacje — same się rozpłyną. Inflacja, podatki, drobne wydatki, awarie. Pieniądze są pulą, z której coś trzeba wziąć — pytanie tylko, kto bierze: ty świadomie, czy życie z automatu.— to się zapisałam po lekturze jakiejś książki, której tytuł zgubiłam

Co zostawiamy z tego dla dzieci

Na początku pytaliśmy też o dzieci. „Studia za 11 lat". „Pierwsze mieszkanie za 18 lat". „Ślub córki za 25 lat?". Wszystko to się zazwyczaj liczy w funduszach, lokatach, koncie maklerskim. My zdecydowaliśmy się to liczyć inaczej.

Dla córki i syna najważniejsze, co możemy im zostawić, to nie 50 tysięcy na koncie, tylko wspomnienie domu, w którym wakacje były, teatr był, muzyka była. Wspomnienie rodziców, którzy w wieku 35-40 lat jeszcze żyli swoim własnym życiem, mieli swoje pasje, swoje koncerty, swoje teatry. Nie wyrzekli się siebie dla zarobku na ich studia.

Bo wiesz co? Studia jakoś się ogarnie. Albo z naszych oszczędności w przyszłości, albo z kredytu, albo ze stypendium, albo z pracy syna w wakacje. Studia są problemem do rozwiązania. Ale dziecko, które dorosło w domu, gdzie rodzice ciągle „nie ma na to pieniędzy, oszczędzamy na ciebie" — wyrasta z dziwnym ciężarem winy za to, że został. Tego ciężaru nie chcę dzieciom dawać.

Wolę, żeby pamiętały rodziców, którzy byli z nimi, byli sobą, brali życie nie odkładając na potem. To jest najlepsze dziedzictwo. Większe niż pieniądze, większe niż dom, większe niż mieszkanie. Pisałam też o tym pośrednio w wpisie o tym, by nie rezygnować z marzeń — bo rezygnacja z siebie „dla dzieci" to nie jest dar dla dzieci. To jest ciężar, który kiedyś będą musiały oddać.

Małe inwestycje, których nie zauważasz, a działają

Na koniec lista, którą bym chciała mieć, gdy zaczynaliśmy ten eksperyment. Małe pozycje z naszego budżetu, które okazały się najlepszym zwrotem (nie finansowo, ale życiowo). Polecam:

  • Karnet do biblioteki regionalnej, 30 zł rocznie. Bez przesady, najtaniej zwrot na świecie. Pożyczyłam w jednym roku 47 książek. Gdyby je wszystkie kupić — 2000 zł.
  • Roczna karta do basenu dla całej rodziny — 1200 zł, ale dzielone na cztery osoby, w przeliczeniu na dziecko-godzinę śmiesznie tanio. Zima 2024 spędziłam tam co drugi weekend.
  • Karnet na sześć biegów ulicznych w roku, 240 zł. Każdy bieg to medal, t-shirt, wspomnienia, czasem zdjęcie. Sześć dat w kalendarzu, na które się dochodzi w trening. (Pisałam zresztą wcześniej w wpisie o pierwszym półmaratonie, że bieganie to specyficzny typ inwestycji w zdrowie.)
  • Aparat fotograficzny używany (po długim namyśle, jeszcze nie kupiony, ale planuję) — 1500 zł za egzemplarz, który mi posłuży 10 lat. Per rok: 150 zł. Per zdjęcie z dzieciństwa dzieci: nieliczalne.
  • Kawa na mieście raz w tygodniu, sama. 18 zł × 4 tygodnie = 72 zł na miesiąc. Tania terapia ekspresowa — godzina ciszy, swoich myśli, czasem rozmowy z koleżanką, czasem czytania.
  • Bilety na 2-3 koncerty rocznie. Łącznie do 1000 zł. To nie jest luksus. To jest dolewanie tlenu do związku, który inaczej dusi się pod codziennymi ciężarami.

Niektóre rzeczy z tej listy nie mają nic wspólnego z dziećmi i to jest celowe. Jesteśmy w domu nie tylko mamą i tatą. Jesteśmy też kimś — biegaczem, czytelnikiem, fotografem, miłośnikiem koncertów, osobą, która lubi godzinę ciszy. Inwestowanie w tego ktosia nie jest egoizmem. Jest inwestycją w to, żeby ten ktoś nie zniknął w czterech ścianach codzienności.

Jeśli zastanawiasz się nad podobnym przewartościowaniem priorytetów, polecam też mój wpis doceniaj siebie — bo zanim zaczniesz wydawać pieniądze na siebie, musisz w ogóle uznać, że zasługujesz. I matka da rade — bo wytrzymałość to też kapitał, który potrzebuje regeneracji. Bez niego najlepsze inwestycje w fundusze nic nie znaczą.

Notes z tamtego października leży teraz w szufladzie kuchennej. Co kwartał wyciągam go i robię nowy bilans. Co zostało w wspomnieniach, w zdrowiu, w relacjach. I co poszło w pustkę. Cyferki z funduszy też są ważne, ale dopiero gdy te trzy fundusze są zasilone. Dopiero wtedy.

M
napisała Magda

Mama dwójki, autorka BlogMatki.pl

Mama dwójki, biegaczka-amatorka, kucharka z konieczności, fotograf z pasji. Piszę o codzienności bez filtra. Poznaj mnie bliżej →

Najczęstsze pytania

W co najlepiej zainwestować nadwyżkę miesięczną?

Zależy, w którym z trzech funduszy masz luki: (1) fundusz wspomnień (wakacje, koncerty, teatr, książki, fotografie); (2) fundusz zdrowia (dobre buty, masaż, badania, dentysta, okulista, suplementy); (3) fundusz relacji (wieczór z partnerem w kinie, wyjazd dla siebie z koleżanką, kolacja z rodzicami). Inwestowanie w fundusze finansowe (lokata, ETF, akcje) ma sens, ale dopiero gdy te trzy fundusze życiowe są zasilone. Inaczej za 20 lat masz pieniądze, ale brak wspomnień, zniszczone zdrowie i puste relacje.

Czy lepiej inwestować w wakacje, czy w lokatę?

W lokatę za rok dostaniesz 6-7%, w wakacje za rok dostaniesz wspomnienie do końca życia. To są dwie różne waluty. Wakacji rodzinnych z dziećmi 4 i 7 lat nie da się odzyskać, gdy będą miały 14 i 17. Lokatę można zrobić zawsze. Praktyka u nas: jeśli mamy nadwyżkę, najpierw planujemy wakacje raz w roku, koncert raz na pół roku, kolację z bliskimi raz na kwartał — dopiero potem to, co zostaje, idzie do oszczędności. To nie jest impulsywność, to świadomy wybór, że teraz jesteśmy razem młodzi i razem wolni.

Czy oszczędzanie „dla dzieci" zamiast wydawania na siebie ma sens?

Bardzo umiarkowany. Studia za 11-18 lat to problem do rozwiązania — z oszczędności, kredytu, stypendium, pracy dziecka w wakacje. Ogarnie się. Ale dziecko wychowane w domu, gdzie rodzice ciągle „nie ma pieniędzy, oszczędzamy na ciebie" — wyrasta z dziwnym ciężarem winy za to, że jest. Tego ciężaru lepiej dziecku nie dawać. Lepsze dziedzictwo to wspomnienie rodziców, którzy żyli swoim życiem, mieli pasje, brali wakacje. Nie wyrzekli się siebie. To jest większy kapitał niż 50 tysięcy na koncie.

Co liczy się jako „inwestycja w siebie" w domowym budżecie?

Konkretne pozycje, które nie mają nic wspólnego z prowadzeniem domu: nowe buty biegowe co 800 km (a nie 1500), karnet na basen, bilety na koncerty 2-3 razy rocznie, kawa na mieście raz w tygodniu sama, książki z antykwariatu, jednodniowy wyjazd dla siebie raz w roku, masaż raz na pół roku, badania okresowe, dentysta nie tylko na ratunek. Wszystkie te wydatki traktuje się często jako „luksus" — to nie luksus, to inwestycja w to, żebyś za 20 lat była sobą i miała siłę chodzić sama, a nie z laską po cudzych decyzjach z wieku 35 lat.